Ja naprawdę nie wiem, kto wymyślił, że Nowy Rok przypada 1 stycznia. Przecież prawdziwy Nowy Rok zaczyna się W PIERWSZY DZIEŃ SZKOŁY!

To właśnie wtedy rodzice powinni otwierać szampana, składać sobie życzenia, ściskać się ze łzami w oczach i mówić:

– Przetrwaliśmy wakacje! Dożyliśmy! 

Bo ja jestem wypompowana.

Mam już dość codziennego kombinowania:

– Co dzisiaj robimy?

– Gdzie jedziemy?

– Może muzeum?

– Może jakaś atrakcja?

– Może wycieczka?

– Może jeszcze coś, żeby młody  się nie nudził ?

NIE.

KONIEC.

Muzea zaliczone. Atrakcje zaliczone. Pomysły wyczerpane. Matka też wyczerpana. 

Teraz to JA chciałabym pojechać na wakacje. Najlepiej gdzieś, gdzie nikt nie mówi mamo , nikt niczego ode mnie nie potrzebuje i nikt dzień przed wyjazdem nie przypomina sobie, że nie ma spodni.

A skoro o spodniach mowa…

Dzień przed rozpoczęciem szkoły obudził się mój starszy syn.

Max.

Niedźwiedź wyszedł z wakacyjnej nory i zapewne już niedługo będzie szykował się do snu zimowego, ale zanim to nastąpi… właśnie doznał olśnienia!

– Mamo, potrzebuję kilku rzeczy do szkoły. I nowych spodni.

SŁUCHAM?!

Synu, szkoła zaczyna się JUTRO!

A Max, spokojny, jakby właśnie poinformował mnie, że jutro może padać:

– Przecież mówiłem ci na początku wakacji.

LUDZIE, TRZYMAJCIE MNIE!!!

Oczywiście, że mówił.

Dwa miesiące temu.

Podobno.

Bo ja przez całe wakacje pytałam:

– Max, czego potrzebujesz do szkoły?

– Masz wszystko?

– Trzeba coś kupić?

Cisza.

Kompletna.

Ale teraz okazuje się, że to nie on zapomniał.

TO JA NIE PAMIĘTAM. 

No więc stoję w kilometrowej kolejce do kasy w Staples, bo przecież wszystko musi być NA JUTRO.

Jakżeby inaczej.

I stojąc tak, zaczynam się zastanawiać…

Czy tylko mnie się wydaje, że dzieci mniej więcej do 13. roku życia są jakieś łatwiejsze w obsłudze?

Bo młodszy?

Rzeczy podpisane.

Zapakowane.

Plecak gotowy.

Wszystko stoi i grzecznie czeka na pierwszy dzień szkoły.

Patrzę i aż serce rośnie.

Organizacja!

Porządek!

Matka panuje nad sytuacją!

I jest jeszcze Max.

Max ma wywalone na wszystko. 

Szkoły nie cierpi. Twierdzi, że to więzienie. Zdecydowanie woli pracować, bo  jak sam stwierdził wtedy ma swoją kaskę, nie musi mnie o nic prosić i nie słyszy mojego odwiecznego:

– Max… a na co znowu potrzebujesz pieniędzy?!

I wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze?

TEN CHŁOPAK CHCE BYĆ PRAWNIKIEM.

Przyszły prawnik.

Człowiek dokumentów, terminów, paragrafów i odpowiedzialności.

Tymczasem rok szkolny jeszcze się dobrze nie zaczął, a ZE SZKOŁY JUŻ ZADZWONILI.

Dlaczego?

Bo Max miał odesłać jakiś papier.

Papier, który JA miałam podpisać.

Problem jest tylko jeden.

DO DZISIAJ GO NIE WIDZIAŁAM.

Pytam więc:

– Max! Dlaczego ja nic o tym nie wiem?!

I pada odpowiedź, którą chyba powinnam sobie wydrukować, oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem:

– Mamo… przecież mówiłem ci dwa miesiące temu.

😂😂😂

No tak.

Przyszły prawnik już buduje linię obrony.

I co najgorsze  zawsze ma tę samą i zawsze jest niewinny!

Wszystko powiedział.

O wszystkim poinformował.

Wszystkie terminy podał.

Jedynym słabym ogniwem w całym systemie jestem najwyraźniej JA. 

I chyba właśnie na tym polega życie z nastolatkiem.

Do pewnego wieku człowiek jeszcze mniej więcej wie, co się dzieje. A potem nagle okazuje się, że dziecko ma swoje życie, swoje plany, swoje zdanie, swoją pracę, swoją kasę i cały pakiet informacji, które podobno zostały matce przekazane…

Tylko matka nic o nich nie wie.

Ale spokojnie.

To dopiero początek roku szkolnego.

Jeszcze nawet pierwszy dzwonek porządnie nie wybrzmiał, a ja już zaliczyłam Staples, brakujące zakupy, spodnie i telefon ze szkoły.

Nie wiem, co Max zaplanował dla mnie na październik, ale zaczynam się bać. 

Mam tylko jedno marzenie na ten rok szkolny:

żeby mój ukochany syn nie przysporzył mi zawału.

Chociaż znając Maxa…

Będzie jak zwykle.

ROLLERCOASTER.

Będą nagłe zwroty akcji.

Będą rzeczy potrzebne „na jutro”.

Będą papiery, które miałam podpisać.

Będą telefony ze szkoły.

I oczywiście będzie:

– Mamo, przecież ci mówiłem!

Dlatego oficjalnie ogłaszam:

NOWY ROK UWAŻAM ZA ROZPOCZĘTY! 🥂😂

Drodzy rodzice dzieci szkolnych wszystkiego najlepszego!

Życzę nam dużo zdrowia, cierpliwości, niskiego ciśnienia, krótkich kolejek w Staples i jak najmniej telefonów ze szkoły.

A rodzicom nastolatków życzę przede wszystkim dobrej pamięci.

Bo nasze dzieci najwyraźniej mówią nam WSZYSTKO.

To tylko my, biedni rodzice, niczego nie pamiętamy. 

A teraz przyznawać się!

Czy tylko ja tak mam?

Czy u Was też dzień przed rozpoczęciem szkoły budzi się niedźwiedź i nagle okazuje się, że potrzebuje połowy sklepu, nowych spodni i podpisu na dokumencie, o którym „przecież mówił dwa miesiące temu”?

Bo jeśli tak…

to kochani, otwieramy szampana.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU SZKOLNEGO! 🥂

Screenshot

Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź