Poszłam zrobić pranie.

Jak zwykle kilka worków białe, kolorowe, ciemne. Wybrałam największe pralki, nastawiłam program i wróciłam do mieszkania. Po skończonym praniu zeszłam na dół, żeby przełożyć wszystko do suszarki.

I wiecie, co zobaczyłam?

Bęben jednej z pralek był cały w piórach. Najwyraźniej komuś podczas prania pękła poduszka.

Stałam przy swojej pralce i kątem oka obserwowałam kobietę, która właśnie wyjmowała swoje rzeczy z tej właśnie pralki. Powoli przekładałam pranie do suszarki, bo chciałam zobaczyć, czy posprząta po sobie.

Nie posprzątała.

Zamknęła pralkę i ruszyła do wyjścia.

Zawołałam ją.

– Przepraszam, ta pralka jest cała w piórach. Powinnaś ją wyczyścić, bo ktoś będzie chciał z niej skorzystać.

Spojrzała na mnie i odpowiedziała spokojnie:

– To nie moja pralka. Jak ktoś będzie chciał jej użyć, to sobie posprząta.

Przyznam szczerze… przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć.

Bo właśnie o to chodzi.

To nie jest jej pralka.

Nie jest też moja.

Jest nasza.

Wszyscy mieszkamy w tym samym budynku. Korzystamy z tych samych pralek, suszarek, korytarzy i wspólnych pomieszczeń. To, że coś nie stoi w moim mieszkaniu, nie znaczy, że mogę zostawić je w gorszym stanie dla następnej osoby.

Dla mnie to jest po prostu kwestia szacunku.

Jeśli rozsypię proszek – sprzątam.

Jeśli coś pobrudzę – wycieram.

Jeśli widzę papierek na podłodze, często go podnoszę, nawet jeśli nie jest mój.

Nie dlatego, że ktoś mi każe.

Dlatego, że mieszkam tutaj razem z innymi ludźmi.

Coraz częściej mam wrażenie, że zapominamy o jednej prostej zasadzie: wspólne dobro jest tak samo nasze, jak to, co mamy we własnym domu.

A przecież świat byłby o wiele przyjemniejszym miejscem, gdyby każdy zostawił po sobie choć odrobinę więcej porządku, niż zastał.

To nie wymaga wielkiego wysiłku.

Wymaga jedynie odrobiny odpowiedzialności i myślenia o drugim człowieku.

I myślicie, że posprzątała?

Oczywiście, że nie.

Wlaczylam pusty cykl prania żeby wypłukać bęben ,ale było mi po prostu cholernie przykro. Korzystamy przecież z tej samej pralni, z tych samych urządzeń, a mimo to nie dbamy o nie, bo to nie moje.

Hmmm… to po co używać czegoś, skoro nie jest moje?

Nie rozumiem tej logiki.

Ale ta sytuacja dała mi naprawdę dużo do myślenia…

Jestem ciekawa, jak Wy na to patrzycie.

Czy dbanie o wspólną przestrzeń jest dziś dla ludzi oczywistością, czy zaczyna być czymś, co powoli zanika?

Screenshot


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź