Cali, zdrowi i naładowani taką ilością energii, że gdyby podłączyć nas do prądu, moglibyśmy spokojnie zasilać małą elektrownię. 😂

Do domu dotarliśmy późno w nocy.

Deszcz.

Korki.

Walizki rzucone w kąt pokoju tak, żeby nikt po ciemku nie zahaczył o nie nogą, idąc nocą po szklankę wody.

Szybki prysznic i do łóżka, bo doskonale wiedzieliśmy, że za kilka godzin zadzwoni budzik i każdy z nas ruszy do pracy.

I dokładnie tak było.

Rano otwieram oczy.

Pierwsza myśl?

Kawa!

Idę do kuchni.

Otwieram lodówkę…

A tam…

Pustka. 😂

No dobrze… nie całkiem.

Jajka.

Mleko.

I światło. 🤣

Patrzę do tej lodówki, a ona jakby mówiła:

– Witaj w domu!

Nasz wspólny, rodzinny wyjazd dobiegł końca.

Ale spokojnie…

Wakacje jeszcze się nie skończyły.

Przynajmniej nie dla najmłodszego członka naszej ekipy. 😂

Zresztą już w drodze powrotnej dał nam to jasno do zrozumienia.

Jedziemy sobie spokojnie, a z tylnego siedzenia pada pytanie:

– Tato… to co? Jutro jedziemy pod namiot?

🤣🤣🤣

Spojrzałam na męża.

Mąż spojrzał na mnie.

I oboje wybuchnęliśmy śmiechem.

Bo z jego punktu widzenia wszystko się zgadza.

Są wakacje.

On ma wolne.

Więc rodzice też powinni mieć wolne.

Po co komu praca, skoro można jechać pod namiot? 😂

Muszę przyznać…

Bardzo podoba mi się jego sposób myślenia.

Tylko nasze rachunki uparcie mają na ten temat zupełnie inne zdanie.

Teraz zaczyna się kolejna wakacyjna misja.

Jak zorganizować czas najmłodszemu.

Na żaden camp się nie dostał.

A ceny…

Matko jedyna!

Od 600 do nawet 1000 dolarów za tydzień!

Za takie pieniądze to ja chyba też chętnie poszłabym na taki camp. 😂

Więc działamy.

W tym roku pracuje prawie cała nasza rodzina. Każdy dokłada swoją cegiełkę, żebyśmy znowu mogli kiedyś ruszyć w drogę.

A kiedy tylko ktoś ma dzień wolny, przejmuje dyżur z młodym.

Basen.

Zoo.

Muzeum.

Park.

A kiedy wszyscy jesteśmy w pracy, do akcji wkracza niezastąpiona babcia.

I wiecie co?

Wcale nie jest mi smutno, że wróciliśmy.

Bo wróciliśmy z głowami pełnymi pięknych wspomnień.

Z opalonymi nosami.

Z tysiącem zdjęć.

I z energią, której chyba starczy nam na długo.

Teraz znowu będzie praca.

Codzienność.

Zakupy.

Gotowanie.

No i góra prania, która jakimś cudem rozmnożyła się w walizkach podczas drogi powrotnej. I zgadnijcie, kto będzie z nią walczył? Oczywiście… ja! 😂

Ale znam nas.

To na pewno nie był ostatni wyjazd tego lata.

Jeszcze niejeden weekend spędzimy pod namiotem.

Jeszcze nie raz wsiądziemy do samochodu i pojedziemy na piknik, jednodniową wycieczkę albo po prostu przed siebie.

Bo czego się nie robi dla dzieci…

A właściwie…

Chyba nie tylko dla dzieci.

Mam wrażenie, że my, dorośli, cieszymy się tymi wspólnymi wyjazdami dokładnie tak samo.

I właśnie za te chwile jestem Panu Bogu ogromnie wdzięczna.

A młody…

Jestem prawie pewna, że jeszcze dziś wieczorem zapyta:

– Tato… to kiedy znowu jedziemy? 😂

A jak jest u Was?

Po powrocie z wakacji najpierw rozpakowujecie walizki… czy już planujecie następny wyjazd? 😊


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź