Dzień trzeci wakacji.
Są dwa rodzaje ludzi.
Tacy, którzy na wakacjach marzą tylko o leżaku, szumie fal i świętym spokoju.
I tacy, którzy po dwóch dniach odpoczynku zaczynają się wiercić.
– Kochanie… może zrobimy coś ciekawszego?
Domyślacie się, do której grupy należy mój mąż?
Dokładnie.
Po dwóch dniach błogiego lenistwa stwierdził, że czas podnieść wszystkim ciśnienie.
Prawda jest jednak taka, że chyba cała nasza rodzina jest trochę… niereformowalna. My naprawdę długo nie potrafimy usiedzieć w miejscu. Dwa dni ciszy, plaży i nicnierobienia wystarczyły, żeby w naszych żyłach znów odezwała się potrzeba przygody.
– Płyniemy łódką!
Dzieci oszalały z radości.
Ja jeszcze nie wiedziałam, że za godzinę będę prowadziła bardzo intensywną rozmowę z Panem Bogiem.
Ruszyliśmy.
Mała łódeczka.
Dziesięć osób.
Kapitan odpala silnik.
Myślę sobie…
No w końcu.
Będzie romantycznie.
Powolutku.
Spokojnie.
Popłyniemy wzdłuż brzegu, będziemy podziwiać turkusową wodę, która będzie mieniła się w słońcu jak tysiące cekinów.
Tak…
Dokładnie tak wyglądało to…
…w mojej wyobraźni.
Kapitan spojrzał przed siebie.
Dodał gazu.
Matko jedyna!
Ta mała łódka dostała takiego speedu, że miałam wrażenie, iż za chwilę wystartujemy wprost na orbitę.
Złapałam burtę.
Mocno.
Bardzo mocno.
Tak mocno, że aż kostki mi zbielały.
Patrzę na córkę.
A ona z uśmiechem mówi:
– Mamo… czego ty się tak stresujesz? Relax! To sama przyjemność!
No jasne…
Zależy dla kogo.
Łódka zaczęła skakać po falach jak piłeczka pingpongowa.
Hop.
Bum.
Hop.
CHLUP!
Pierwsza fala wlała się prosto do środka.
– Jeżu kolczasty!
To było jedyne, co udało mi się wykrzyczeć.
Serce miałam w gardle.
Żołądek również.
Jedną ręką trzymałam burtę.
Drugą próbowałam zachować resztki godności.
A w myślach odmawiałam wszystkie modlitwy, jakie znałam.
– Duchu Święty… błagam… niech ten rejs już się skończy…
Spojrzałam na dzieci.
Myślicie, że przeszkadzało im, że fale zalewają łódkę?
Że byli cali mokrzy?
Że ocean robi z nami, co chce?
Absolutnie nie.
Nawet Tymek miał oczy wielkie z zachwytu.
– Jeszcze szybciej!!
Krzyczeli.
A kapitan…
Jakby tylko na to czekał.
Jeszcze mocniej odkręcił manetkę.
Pomknęliśmy dalej.
I dalej.
Plaża robiła się coraz mniejsza.
Ja chyba też.
Bo ze strachu skurczyłam się przynajmniej o pół metra.
W pewnym momencie mój żołądek zaczął prowadzić własne życie.
Pomyślałam tylko:
– Jeszcze jedna większa fala i moje śniadanie wróci na wolność.
Na szczęście wytrzymało.
Ja zresztą też.
I nagle…
Kapitan zwolnił.
Przed nami pojawiły się płaszczki.
Dosłownie wyskakiwały nad wodę, jakby fruwały pomiędzy falami.
Przepiękny widok.
Na chwilę zapomniałam o strachu.
No dobrze…
Na jakieś pięć sekund.
Bo kapitan najwyraźniej uznał, że już wystarczająco odpoczęliśmy.
Znów dodał gazu.
I znowu pędziliśmy pomiędzy falami jak mała zabawka rzucona na bezkresny ocean.
Żywioł.
Woda.
Wiatr.
I my.
Adrenalina sięgała zenitu.
Kiedy wróciliśmy do brzegu, byliśmy cali mokrzy.
Dzieci zachwycone.
Mąż uśmiechnięty od ucha do ucha.
I najlepsze…
Oni wszyscy zgodnie stwierdzili, że mogliby popłynąć jeszcze raz!
Wyobrażacie to sobie?
Dobrowolnie?!
Ja?
Już nigdy.
Przenigdy.
Słyszysz, Aga?
Żaden rejs po otwartym oceanie mnie już nie skusi.
Możecie sobie pływać.
Ja będę siedziała na leżaku.
Z kawą w ręku.
I z bezpiecznej odległości patrzyła, jak znikacie gdzieś na horyzoncie.
Naprawdę odkryłam, że ląd jest przepięknym wynalazkiem.
Ale wiecie co?
To właśnie z takich chwil rodzą się rodzinne wspomnienia.
Jedni będą pamiętać adrenalinę.
Drudzy przepiękne płaszczki.
Dzieci jeszcze długo będą opowiadały o szalonym rejsie.
A ja?
Ja do końca życia będę pamiętała, jak bardzo kocham suchy ląd, spokojne morze, kubek dobrej kawy… i solidny leżak. 😂
Wieczorem usiedliśmy razem przy kolacji.
Na stole pojawiła się świeżutka, pieczona ryba.
Nie była własnoręcznie złowiona.
Ale po takim rejsie smakowała jak najlepsza nagroda.
A właściwie…
Nagroda za przeżycie. 😂
A Wy?
Wskoczylibyście do takiej małej łódki na otwartym oceanie czy usiedlibyście razem ze mną na leżaku, z kawą w ręku i obiema nogami bezpiecznie na stałym lądzie?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.