Siedzę w domu, zatopiona w miękkim fotelu.

Moja głowa powoli trawi ostatnie godziny. Wszystko wraca.

Przychodzi  jedna myśl…

A gdybym uwierzyła słowom pediatry? Gdybym została przy tej dawce antybiotyku, którą dostał młody? Czy dziś siedziałabym tutaj z takim spokojem?

Telepią mną te myśli.

Będąc w szpitalu, zapytałam lekarza, czy pediatra zrobił wszystko, co powinien.

Nie padła odpowiedź.

Zapytałam więc:

– A gdybym nie przyjechała z nim do szpitala?

Usłyszałam tylko:

– Dobrze, że pani przyjechała. Prawdopodobnie mogłoby się to skończyć bardzo źle.

Boję się takich słów.

Każdy rodzic chyba się ich boi.

Bo wystarczy jedna chwila i całe życie może stanąć na głowie.

Kilka dni wcześniej śnił mi się mój zmarły teść.

Już kiedyś miałam takie sny przed trudnymi wydarzeniami. Nie umiem tego wyjaśnić. Nie oczekuję też, że każdy to zrozumie. Ale dla mnie były sygnałem, żeby być bardziej czujną.

I tym razem też tak było.

Zastanawia mnie fakt .

Lekarz nie musi wiedzieć wszystkiego.

Ale powinien mieć odwagę powiedzieć:

To wymaga leczenia szpitalnego. Tutaj potrzebna jest większa pomoc.

Taki lekarz urósłby w moich oczach. Nie dlatego, że jest nieomylny. Tylko dlatego, że pamięta, iż po drugiej stronie siedzi dziecko i rodzice, dla których to dziecko jest całym światem.

Dopiero później usłyszałam od lekarza z emergency, że sytuacja mogła rozwinąć się bardzo poważnie.

Czułam to , jak niewiele brakowało do tragedii .

Jak cienka jest granica między spokojem a tragedią.

Boli mnie, że czasem zdarzają się błędne decyzje. Bo ceną takiego błędu może być ludzkie zdrowie, a czasem życie.

A przecież każdy rodzic ufa, że trafia w dobre ręce.

Dopiero teraz dociera do mnie, że znowu stoczyłam walkę.

I że znowu moje codzienne zawierzenie Bogu dzieci, rodziny i naszego życia przyniosło owoc.

Jestem wdzięczna.

Wdzięczna Bogu, że mnie prowadzi.

Że daje światło wtedy, kiedy człowiek sam już nie wie, co robić.

Że stawia na naszej drodze ludzi, którzy pomagają.

Że czuwa.

Patrzę dziś na mojego syna.

Znów biega.

Śmieje się.

Układa swoje choreografie do tańca, który tak bardzo kocha.

Wieczorem zasypia obok nas, czując się bezpiecznie.

A ja siedzę i dziękuję.

Boże, dziękuję Ci, że jesteś.

Dziękuję, że chronisz moją rodzinę.

Dziękuję za ludzi, których stawiasz na naszej drodze.

Dziękuję za każdą łaskę, którą często dostrzegam dopiero wtedy, gdy burza już minie.

Dziś moje serce jest przepełnione wdzięcznością.

A ja po raz kolejny przekonałam się, że intuicja, czujność i modlitwa potrafią iść ramię w ramię.

Jestem ciekawa…

Czy zdarzyło się kiedyś w Waszym życiu, że coś trudno wytłumaczalnego sprawiło, że podjęliście decyzję, która później okazała się niezwykle ważna? Chętnie przeczytam Wasze historie.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź