Nie lubię Dnia Ojca.
Nigdy nie lubiłam.

To jeden z tych dni, które najchętniej przespałabym. Zamknąć oczy wieczorem i otworzyć je dopiero następnego dnia, kiedy wszystko już minie.

Od rana wiedziałam, że muszę wykonać telefon.

Nie chciałam.
Naprawdę nie chciałam.

Moja ręka długo krążyła nad telefonem. Zastanawiałam się, czy zadzwonić. Czy może odpuścić. Powiedzieć później: „Ups, zapomniałam”.

Przecież on też nigdy nie pamięta.
Nie dzwoni.
Nie składa życzeń.
Nie pyta.
Nie interesuje się.

Dzień wcześniej rozmawiałam z koleżanką.

Powiedziała:

– Jola, zadzwoń. Jesteś za bardzo wrażliwa. Jak nie zadzwonisz, będziesz się potem obwiniać. Będziesz to przeżywać bardziej niż on. Zadzwoń i miej to za sobą.

Miała rację.

Bo mój ojciec pewnie nawet by nie zauważył.

To ja nie mogłabym przestać o tym myśleć.
To ja zadawałabym sobie pytania.

Więc zadzwoniłam.

Nie dla niego.
Dla własnego spokoju.

Wybrałam numer.

– Happy Father’s Day. Zdrowia.

Tyle.

Więcej nie miałam do powiedzenia.

Bo co można powiedzieć człowiekowi, z którym nie łączy cię nic poza nazwiskiem?

Nazwiskiem, którego już nawet nie noszę.

Nie lubię mojego ojca.
Nigdy go nie lubiłam.

I nawet dziś trudno mi nazwać go tatą.

Bo dla mnie tata i ojciec to nie jest to samo.

Ojcem można zostać.
Na tatę trzeba sobie zasłużyć.

Złożyłam życzenia.

A w zamian dostałam dokładnie to, czego mogłam się spodziewać.

Kilka minut później już słuchałam, jaka jestem.
Jaka ze mnie matka.
Że ciągle tylko po sklepach jeżdżę.
Że zamiast zabrać dziecko do parku, to po shoppingach latam.

Słuchałam i zastanawiałam się, o kim on właściwie mówi.

O mnie?
Czy może o sobie?

Nie odpowiedziałam.
Nie wdawałam się w dyskusję.

Nie mam już siły walczyć o coś, czego nigdy między nami nie było.

Powiedziałam jeszcze raz zdrowia.

Rozłączyłam się.

I odetchnęłam.

Koniec.

Następny telefon pewnie w listopadzie.
Albo na Boże Narodzenie.

Kilka minut rozmowy.
Kilka miesięcy ciszy.

Tak wygląda nasza relacja.

Nigdy nie miałam dobrych relacji z moim ojcem.

Byłam tym dzieckiem, które miało być chłopcem.

Potem tym, które sprawiało problemy.
Które przynosiło wstyd.
Hańbę.
Rozczarowanie.

Nigdy nie byłam wystarczająco dobra.

A później dorosłam i zrozumiałam, że człowiek, którego tak bardzo się bałam, jest zwykłym damskim bokserem.

I wtedy wszystko zaczęło układać się w całość.

To ja podnosiłam moją matkę z podłogi.
To ja wołałam sąsiadów, kiedy myślałam, że umarła.
To ja biegałam do szpitala.
To ja piekłam ciasta dla pielęgniarek, bo chciałam im podziękować, choć sama nie miałam nic.
To ja zamykałam drzwi, kiedy słyszałam, że wraca do domu.
To ja nie chciałam go wpuszczać.
To ja zajmowałam się matką po każdym kolejnym wpierdolu, który jej fundował.

Nie dziecko powinno ratować własną matkę.

Nie dziecko powinno nasłuchiwać, czy za chwilę wybuchnie awantura.

Nie dziecko powinno bać się dźwięku klucza przekręcanego w zamku.

Ale ja byłam tym dzieckiem.

Moja matka nigdy od niego nie odeszła.

Prawie pięćdziesiąt lat pod jednym dachem.

I mówi, że jest szczęśliwa.

Nie wiem, czym jest takie szczęście.

Nigdy tego nie zrozumiem.

Dla mnie jest tylko człowiekiem, który dał mi nazwisko.

Niczym więcej.

Dopiero kiedy poznałam rodzinę mojego męża, zobaczyłam, że można żyć inaczej.

Że można rozmawiać z ojcem bez strachu.
Że można go szanować.
Że można mu pomagać nie dlatego, że trzeba, ale dlatego, że się chce.

Patrzyłam, jak mój mąż rozmawia ze swoim ojcem.
Jak się nim opiekuje.
Jak był przy nim, kiedy zachorował.
Jak robił rzeczy, od których wielu ludzi ucieka.

Nie narzekał.
Nie szukał wymówek.

Po prostu był synem.

Dobrym synem.

I wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że właśnie tak powinno to wyglądać.

Tak powinien wyglądać ojciec.
Tak powinna wyglądać rodzina.

Czasami ściska mnie za serce.

Zwłaszcza wtedy, kiedy patrzę na moje dzieci składające życzenia swojemu ojcu.

Widzę, jak biegną do niego.
Jak go przytulają.
Jak śmieją się razem.
Jak cieszą się z tych wspólnych chwil.

A ja stoję obok.

I patrzę.

Patrzę na coś, czego sama nigdy nie miałam.

Nigdy nie przytuliłam się do swojego ojca.
Nigdy nie czekałam z radością na jego powrót do domu.
Nigdy nie czułam się przy nim bezpieczna.

I czasami boli mnie świadomość, że ominęło mnie coś tak zwyczajnego.

Coś, co dla wielu ludzi jest normalnością.

Ale zaraz potem patrzę na moje dzieci.

I wiem jedno.

Moja przeszłość nie jest wyznacznikiem tego, kim jestem.

To, jakim człowiekiem był mój ojciec, nie określa mnie.

Nie zabrał mi zdolności kochania.
Nie nauczył mnie krzywdzić.
Nie sprawił, że powieliłam jego błędy.

Moje dzieci mają dzieciństwo, którego ja nie miałam.

Mają dom, którego ja nie miałam.

Mają ojca, którego zawsze chciałam mieć.

I kiedy na nich patrzę, wiem, że jedno mi się udało.

Nie mogłam zmienić własnego dzieciństwa.

Ale mogłam zmienić dzieciństwo moich dzieci.

Jest jeszcze coś, czego nauczyłam się dużo później.

Odkąd jestem we Wspólnocie, wiem, że jestem córką Króla.

Mam Ojca w niebie, który troszczy się o mnie każdego dnia. Ojca, który nie odrzuca, nie poniża i nie odbiera poczucia własnej wartości.

To nie sprawiło, że wszystkie rany zniknęły.

Nie sprawiło też, że przestałam odczuwać żal.

Bo żal nadal jest.
Jest częścią mojej historii.

Jestem tylko człowiekiem.

Ale nauczyłam się przebaczać.

Nie dlatego, że zapomniałam.
Nie dlatego, że nic się nie stało.

Przebaczenie nie zmienia przeszłości.

Zmienia przyszłość.

Dziś wiem, że nie jestem tym, co o mnie mówiono.
Nie jestem rozczarowaniem.
Nie jestem pomyłką.

Jestem ukochaną córką Boga.

I może właśnie dlatego potrafiłam dać swoim dzieciom to, czego sama nigdy nie dostałam.

Dlatego cieszę się, że Dzień Ojca już minął.

Bo dla wielu ludzi to dzień wdzięczności.

Dla mnie to dzień wspomnień, które nadal bolą.

Ale jest też przypomnieniem, że choć nie miałam dobrego ojca na ziemi, nigdy nie byłam i nie jestem sierotą.

I wiem jedno.

Nie każdy mężczyzna zasługuje na to, żeby nazywać go tatą.

Nie wystarczy zrobić dziecko.

Trzeba jeszcze umieć być ojcem.

A z tym wielu nigdy sobie nie poradziło.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź