Za chwilę internet zaleją życzenia, zdjęcia, laurki i piękne słowa o ojcostwie.
I bardzo dobrze.
Tylko że obok tych wszystkich wzruszających obrazków istnieje rzeczywistość, o której mówi się znacznie rzadziej.
Rzeczywistość dzieci, które mają ojca w dokumentach, ale nigdy nie miały go naprawdę.
Bo największym problemem naszych czasów nie jest brak mężczyzn.
Największym problemem jest deficyt ojców.
Ojców obecnych.
Zaangażowanych.
Dostępnych emocjonalnie.
Takich, którzy rozumieją, że ojcostwo nie kończy się na spłodzeniu dziecka i przynoszeniu pieniędzy do domu.
Bo utrzymywanie rodziny nie jest szczytem ojcostwa.
To dopiero początek.
Dziecko potrzebuje znacznie więcej niż pełnej lodówki i opłaconych rachunków.
Potrzebuje rozmowy.
Zainteresowania.
Obecności.
Przytulenia.
Poczucia bezpieczeństwa.
Potrzebuje usłyszeć:
„Kocham cię.”
„Jestem z ciebie dumny.”
„Cieszę się, że jesteś.”
Jest jeszcze coś, o czym mówi się bardzo rzadko.
Nie wszystkie dzieci rodzą się oczekiwane z taką samą radością.
Niektóre już od pierwszego oddechu stają się czyimś rozczarowaniem.
Bo miał być syn.
Bo nie był odpowiedni moment.
Bo ktoś nie chciał kolejnego dziecka.
Bo ktoś chciał przyjemności, ale nie chciał odpowiedzialności.
I wiem, o czym mówię.
Sama byłam takim dzieckiem.
Byłam córką, która miała być synem.
Dorastałam z poczuciem, że nie spełniłam czyichś oczekiwań już w chwili narodzin.
A takie rzeczy zostają w człowieku na długo.
Czasem na całe życie.
Dziecko może mieć pięć, dziesięć czy pięćdziesiąt lat, a nadal pamiętać, jak to jest czuć się niewystarczającym dla własnego ojca.
Dlatego tak bardzo boli mnie, gdy słyszę o mężczyznach rozczarowanych narodzinami córki.
Bo dziecko nie wybiera swojej płci.
Nie wybiera chwili poczęcia.
Nie wybiera swoich rodziców.
To dorośli dokonują wyborów.
I to dorośli ponoszą za nie odpowiedzialność.
Potem dziwimy się, że młodzi ludzie nie potrafią budować trwałych relacji.
Że uciekają od odpowiedzialności.
Że boją się bliskości.
Że nie umieją tworzyć zdrowych rodzin.
Ale skąd mają wiedzieć, jak wygląda obecny i zaangażowany ojciec, skoro często sami nigdy takiego nie mieli?
Dzieci uczą się życia przez obserwację.
Patrzą.
Zapamiętują.
Powielają.
Ojciec jest pierwszym wzorem mężczyzny dla córki i pierwszym wzorem mężczyzny dla syna.
Jego obecność albo nieobecność zostawia ślad na całe życie.
Ale żeby było jasne.
Pisząc ten tekst, nie myślę o wszystkich mężczyznach.
Bo znam również takich, którzy każdego dnia udowadniają, że ojcostwo jest czymś znacznie więcej niż biologicznym faktem.
Patrzę na ojca naszych dzieci.
Ojca całej naszej czwórki.
I jestem za niego ogromnie wdzięczna.
Nie dlatego, że jest idealny.
Nie dlatego, że nigdy się nie myli.
Ale dlatego, że jest.
Naprawdę jest.
Zna marzenia naszych dzieci.
Wie, czego się boją.
Wie, co sprawia im radość.
Potrafi odłożyć telefon, usiąść obok, wysłuchać i poświęcić im swój czas.
Jest obecny nie tylko wtedy, gdy trzeba coś naprawić, zapłacić czy załatwić.
Jest obecny sercem.
I może właśnie dlatego nasze dzieci nigdy nie będą musiały zastanawiać się, czy są wystarczające.
Bo każdego dnia dostają od niego jasny komunikat:
„Jesteś ważny.”
„Jesteś kochany.”
„Cieszę się, że jesteś.”
Myślę dziś także o Zbyszku.
O ojcu sześcioletniego niepełnosprawnego chłopca.
Bo życie nie zawsze pisze łatwe scenariusze.
Są rodziny, które każdego dnia mierzą się z rehabilitacją, wizytami lekarskimi, zmęczeniem, niepewnością i lękiem o przyszłość swojego dziecka.
I właśnie wtedy najłatwiej odejść.
Najłatwiej znaleźć wymówkę.
Najłatwiej uznać, że to za dużo.
Ale prawdziwe ojcostwo poznaje się właśnie w takich momentach.
Po tym, kto zostaje.
Kto trwa.
Kto każdego dnia, mimo trudności, nadal jest obok swojego dziecka i swojej rodziny.
Zbyszek nie uciekł.
Nie odwrócił się plecami.
Nie zostawił wszystkiego na barkach matki.
Jest.
Każdego dnia.
I właśnie takich ojców chcę dziś dostrzec szczególnie.
Bo dzieci nie potrzebują ojców idealnych.
Potrzebują ojców, na których mogą liczyć wtedy, gdy życie staje się naprawdę trudne.
Dlatego dzisiaj, w Dniu Ojca, nie chcę składać pustych życzeń.
Chcę zadać jedno pytanie.
Takie, na które każdy ojciec powinien odpowiedzieć sobie sam.
Czy twoje dziecko czuje dzisiaj, że jest kochane bez warunków?
Nie za oceny.
Nie za osiągnięcia.
Nie za to, że jest synem.
Nie za to, że spełnia twoje oczekiwania.
Po prostu dlatego, że istnieje.
Bo na końcu dzieci nie pamiętają wysokości zarobków.
Nie pamiętają modelu samochodu.
Nie pamiętają liczby przepracowanych godzin.
Pamiętają, czy czuły się kochane.
Pamiętają, czy były ważne.
Pamiętają, czy byłeś.
I może właśnie to jest najważniejsze przesłanie na Dzień Ojca.
Nie pytaj, czy jesteś idealnym ojcem.
Zapytaj swoje dziecko, czy czuje, że ma ojca.
Bo między tymi dwoma rzeczami jest ogromna różnica.
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.