Dla mnie lato zaczyna się wtedy, gdy zakwita lipa. Nie trzeba sprawdzać daty, prognozy pogody ani zaglądać do kalendarza. Wystarczy zamknąć oczy i wziąć głęboki oddech. I już wiadomo przyszło lato.

Mam nawet wrażenie, że to właśnie teraz zaczyna się ten moment. Aleje lip posadzonych u mnie na Queensie coraz wyraźniej pachną. Jeszcze niepełnym, nieśmiałym zapachem, ale wystarczającym, by serce zabiło trochę szybciej. To jak pierwsza zapowiedź lata. Taka, której nie da się pomylić z niczym innym.

Nie potrafię przekazać Wam zapachu lipy. Żadne zdjęcie, nawet najpiękniejsze, nie odda tej słodkiej, miodowej woni unoszącej się w powietrzu. Kiedy lipy zaczynają kwitnąć, mam ochotę zwolnić krok, usiąść pod ich koroną i po prostu być.

To dla mnie najpiękniejszy zapach lata. Zaraz obok piwonii.

Mogłabym siedzieć pod lipą godzinami. Czasem myślę, że na stare lata powinnam mieć mały domek otoczony rozłożystymi lipami. Takimi, których gałęzie przewieszają się niemal do ziemi i tworzą zielony namiot. Domek schowany w cieniu, wygodny fotel, kubek kawy i zapach kwitnących lip unoszący się wokół od rana do wieczora.

Czy człowiekowi naprawdę potrzeba czegoś więcej do szczęścia?

No dobrze… może jeszcze wygranej w totka, żeby taki domek kupić.

Jak pachnie lipa dla mnie ?

Trochę jak świeżo otwarty słoik złocistego miodu. Trochę jak ciepłe powietrze po letnim deszczu. Trochę jak wakacje u babci, kiedy nigdzie się nie spieszyło i cały świat wydawał się prostszy. Jest w tym zapachu coś niezwykle kojącego. Coś, co sprawia, że człowiek odruchowo zwalnia i bierze kolejny głęboki oddech.

Zapach lipy nie tylko otacza on przechodzi przez człowieka. Wnika w myśli, uspokaja i przypomina, że nie wszystko trzeba robić szybko. Że czasem warto po prostu usiąść na ławce i przez chwilę patrzeć, jak świat toczy się własnym rytmem.

Uwielbiam te ogromne drzewa obsypane żółtawymi kwiatami. Kiedy patrzę na ich korony, mam wrażenie, że ktoś rozsypał między liśćmi tysiące małych złotych gwiazd. To prawdziwe złoto lata.

Nie jestem zresztą pierwszą osobą, która zakochała się w lipie. Kilka wieków temu zachwycał się nią Jan Kochanowski. Pamiętam jeszcze ze szkoły, kiedy przerabialiśmy jego fraszki. Ten fragment został mi w głowie do dziś. To właśnie on napisał słynną fraszkę „Na lipę” i zapraszał zmęczonych wędrowców słowami:

„Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie…”

I wiecie co?

Mimo że minęły setki lat, trudno się z nim nie zgodzić.

Bo lipa to nie tylko drzewo.

To cień w upalny dzień.

To szum liści podczas spaceru.

To brzęczenie pszczół uwijających się wśród kwiatów.

To herbata z lipowego kwiatu pita zimą.

To wspomnienia zamknięte w zapachu.

To znak, że lato właśnie przyszło.

Jestem zakochana w lipie. I chyba nawet nie próbuję się z tego leczyć.

A jeśli kiedyś wygram w totka i kupię swój wymarzony domek wśród rozłożystych lip, to obiecuję jedno postawię pod nimi kilka krzeseł, zaparzę herbatę i zaproszę każdego, kto tak jak ja uważa, że najpiękniejsze rzeczy w życiu czasem pachną po prostu kwitnącym drzewem.

A Wy? Macie takie drzewo, którego zapach natychmiast przenosi Was do najpiękniejszych wspomnień?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź