Wybrałam się na nasze cotygodniowe spotkanie w kościele na Manhattanie. I oczywiście… jak to czasem bywa  po drodze zepsuły się światła, metro stanęło na 33 Street i stoimy.

I stoimy.

Pomyślałam tylko: serio? Mam tak stać w nieskończoność?

Wysiadłam.

Po prostu ruszyłam przed siebie i zrobiłam sobie piękny spacer aż do 7 Ave.

I wiecie co? Dotarłam dokładnie w momencie przeistoczenia najważniejszej części Mszy Świętej.

Wtedy pomyślałam tylko:

Boże… Ty naprawdę nade mną czuwasz.

I poczułam ogromną wdzięczność, że jednak dotarłam.

Zostałam też na spotkaniu wspólnoty i… ahhh, jak ja kocham nasze pieśni. Jest w nich tyle życia, tyle radości i tyle ognia, że miałam w sobie tyle szczęścia, że najchętniej tańczyłabym i skakała z radości.

A tak między nami… może powinnam zapisać się do naszego zespołu ze swoim tubalnym głosem? Hmmm… muszę nad tym pomyśleć. Może mnie przyjmą kto wie 🤣

Duch Święty naprawdę działał pośród nas.

Do teraz podśpiewuję sobie pod nosem: z lekkim powiewem przychodzisz do mnie Panie… i uśmiecham się sama do siebie.

Pomyślałam dziś też, że czasem naprawdę trzeba po prostu wstać z wygodnego fotela, przestać szukać wymówek i po prostu pójść do Niego.

Nawet jeśli po drodze psują się światła.

Nawet jeśli coś nie idzie zgodnie z planem.

Jeśli On zaprasza warto iść.

Jak dobrze było  pobyć z ludźmi. Porozmawiać z kapłanem. Spotkać osoby, które też szukają Boga w swojej codzienności.

To naprawdę daje siłę.

Mam dziś w sercu ogromny pokój. Radość. Taką błogość, że wszystko jest dobrze.

I choć czasem jestem trochę chaotyczna, trochę za bardzo ekspresyjna, trochę jak tornado energii… może właśnie taka jestem.

Nie potrafię czasem panować nad swoimi emocjami no kurka wodna, po prostu nie umiem.

Jestem żywa. Intensywna. Prawdziwa.

Nie potrafię grać. Zawsze jestem sobą… i co powinnam z tym zrobić ? No co ?

I może właśnie taką mnie kocha Bóg.

Wczorajszy  dzień tylko mi przypomniał, że kiedy On woła naprawdę warto iść.

I poszłam.

A wróciłam z ogromną radością w sercu, pokojem… i co ciekawe ból głowy, który trzymał mnie od dwóch tygodni, odszedł w siną dal.

Chwilo, trwaj ❤️


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź