Żyję. Wstałam i mam się znacznie lepiej niż wczoraj. Spałam jak niemowlak, ale od początku…

Lekarz przepisał mi lek. Wzięłam go, bo coś jakby usiadło mi na plecach… i tak się rozsiadło, że nie mogłam oddychać tak jak wcześniej. Niby człowiek oddycha całe życie i się nad tym nie zastanawia, a tu nagle każdy oddech był wysiłkiem.

Ból… cholerny ból. Dosłownie wszędzie. Całe ciało. Nawet powieki miałam tak ciężkie, że nie chciały się otwierać. Mówienie sprawiało trudność, bo zmęczenie było tak ogromne, że jedyne, czego chciałam, to spać. I spałam. Leżałam i spałam cały dzień. Może ktoś powie, że przesadzam. Niech powie. Ja naprawdę źle się czułam. Organizm po prostu walczył, jak mógł.

I powiem szczerze  gdyby nie te leki, pojechałabym do szpitala. Ta niemoc w oddychaniu, ten ciężar na płucach… tego nie da się przeskoczyć siłą woli. Bałam się. Naprawdę się bałam.

Dzisiaj wracam do żywych.

Oddycham pełną piersią. Normalnie. Bez tego ucisku. I aż trudno uwierzyć, że można się cieszyć z tak „zwykłej” rzeczy jak oddech. Idę do łazienki i nie czuję zmęczenia. Mogę zrobić kilka kroków i nie mam wrażenia, że zaraz opadnę z sił.

Głupie? Może dla kogoś. Dla mnie ogromna radość.

Widzę, że leki działają. I że czasem naprawdę trzeba im zaufać.

Nie rozumiem tylko jednego… dlaczego ludzie się śmieją, kiedy ktoś mówi o covidzie. Co w tym jest śmiesznego? Wirus to wirus tak samo jak grypa. Potrafi zniszczyć człowieka, zwłaszcza tego słabszego.

Ja widzę to codziennie. Ludzie walczą z rakiem, walczą o każdy dzień. Przychodzą na chemię, jeszcze mają siłę… a kilka dni później już ich nie ma, bo ktoś przyniósł wirusa. Tyle wystarczy. Jedno spotkanie. Jedna chwila.

Dlatego ja wierzę. Wierzę, że wirusy potrafią zrobić ogromny bałagan w życiu człowieka. Wierzę, że covid istnieje i że nie wolno go lekceważyć.

Dzisiaj jestem wdzięczna.

Dzięki Ci, Boże, za to doświadczenie… ale jeszcze bardziej dziękuję, że z tego wychodzę. Że mogę oddychać. Że mogę iść na spacer. Że wracam.

Chwilo… trwaj. Bo teraz wiem, ile jesteś warta.

Wielu z Was pisze do mnie na messengerze, pyta co brać, co stosować, żeby pozbyć się tego „dziada”. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za tyle ciepłych myśli, dobrych porad i miłych słów to naprawdę dla mnie bardzo dużo znaczy. Do wielu z Was już odpisałam.

Dziękuję raz jeszcze ❤️

Byłam u lekarza, dostałam leki i to właśnie takie przepisał mi doktor  zamieszczam je na zdjęciu.

Pozdrawiam wszystkich i tych, którzy wierzą, i tych, którzy się śmieją. Oby nikt z Was nie musiał tego przechodzić.

Na koniec powiem tylko jedno…

Dopóki oddychasz swobodnie nawet nie wiesz, jakie to szczęście.

A Wy? Mieliście kiedyś taką sytuację, że nagle zabrakło Wam sił albo oddechu i dopiero wtedy zrozumieliście, jak kruche jest zdrowie? 


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “Doceniam każdy oddech

Zostaw odpowiedź