New York to jest dopiero mieszanka wybuchowa.
Wystarczy, że meteorolodzy krzykną ŚNIEG… a raczej BURZA ŚNIEŻNA
i Nowojorczycy dostają szału.
Oni to chyba mają we krwi.
Albo tak bardzo ufają mediom, że w tym całym chaosie życia
wykupują wszystko, co się da:
mleko, chleb, wodę, papier toaletowy, makaron, wędlinę
i wszystko to, co rzekomo pozwala przetrwać.
Wchodzimy dziś do Trader Joe.
Nasz ulubiony sklep.
Bo dzieci mają tam swoje ulubione lody.
Bo ja go lubię.
Tak po prostu.
Sobota. Jak zawsze.
Wpadamy ekipą.
I… ARMAGEDON W CZYSTEJ POSTACI.
Ludzie świata.
Półki puste.
Gdzie nie spojrzysz – braki.
I ja się pytam: PO CO? NA CO?
Przecież każdy w domu ma jakąś extra paczkę makaronu,
galon mleka,
sos do makaronu,
wodę,
świece
i inne duperele potrzebne do przetrwania kilku dni w domu.
A tu pustki.
Ludzi wcale.
Kasjerzy przy każdej kasie.
A my wychodzimy…
z torbą pełną lodów.
Bo skoro ma być zasypane, niemoc, brak realnego wyjścia na zewnątrz,
to my — ekipa, która uwielbia takie armagedony —
zdecydowaliśmy, że całą niedzielę będziemy:
jeść lody,
oglądać filmy,
jeść w łóżku (czego NIE CIERPIĘ),
leżeć cały dzień w piżamach,
pić kawę,
jeść popcorn
i przegryzać to wszystko lodami.
I cały dzień nie wychodzić z domu.
Nie wiem, jak ja to przeżyję.
Bo dla mnie ubrać się to podstawa.
Nigdy nie jem w łóżku.
Nigdy nie siedzę w domu cały dzień.
Chyba że leżę i zdycham, bo choroba mnie trawi.
Ale jutro…
załamanie pogody.
Sztorm śnieżny.
Wszystko zamknięte.
Pociągi nie kursują.
Nowy Jork zamiera, bo opad śniegu zasypie nas wszystkich.
No więc, kochani — życzcie nam powodzenia.
Choć i tak wiem, że moja rodzina będzie miała fun.
A Wy jak przeżywacie śnieżycę:
zapasy na wojnę czy piżama, lody i Netflix?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.