Wczoraj byłam z moją rodziną – z mężem i dziećmi – na wspólnotowej wigilii.
I kiedy dziś o tym myślę, serce robi mi się takie… pełne. Spokojne. Wdzięczne.
To miejsce jest dla mnie bardzo ważne. Ten kościół. Ci ludzie.
My – jedna wielka wspólnotowa rodzina. Żywy Kościół.
Taki z krwi i kości. Z rozmów, uśmiechów, przytuleń i obecności.
Kocham to miejsce całą sobą.
I wiecie co? Nawet moje dzieci się nie buntują – ha!
Wbijają się w odświętne ubrania, a potem tylko zza rogu pokoju się wyłaniają i pytają:
– Mamo, tak może być?
A ja łypię okiem jak bazyliszek, rzucam szybkie spojrzenie i mówię:
– Może być.
No to wychodzą z czeluści swoich pokoi i jedziemy.
Zawsze jesteśmy zapakowani.
Bo przecież na takie spotkania nie przychodzi się z pustymi rękami.
Zazwyczaj robię pierogi ruskie i krokiety z kapustą i grzybami – taka moja mała tradycja.
Ale w tym roku… życie. Praca. Dużo pracy.
Nie było czasu.
Więc zabrałam sałatkę, koreczki, trochę owoców, sera, kabanosów.
Tak po prostu. Co nieco.
To, co mogłam.
I to było wystarczające.
Zapakowani, eleganccy, ruszamy na Manhattan – na wspólnotową wigilię.
Najpierw Msza Święta.
Wspólna modlitwa. Uwielbienie naszego Ojca w Niebie.
Wspólne śpiewanie kolęd, które poruszają serce i wyciszają wszystko dookoła.
Szczególną modlitwą otoczyliśmy naszych chorych braci i siostry, którzy nie mogli być z nami fizycznie.
Choć nie było ich pośród nas, czuliśmy ich obecność sercem i duszą.
Bo w modlitwie nie istnieją granice, a miłość wspólnoty dociera tam, gdzie nie mogą dotrzeć kroki.
Pamiętaliśmy również o naszych zmarłych orędownikach w niebie – o księdzu Andrzeju, Ani, Joli i Krzyśku .
Z wdzięcznością wspominaliśmy ich życie, prosząc, aby teraz wspierali nas swoją modlitwą u Boga,
aby ich obecność – choć już niewidzialna – wciąż była dla nas źródłem siły i nadziei.
Po modlitwie i uwielbieniu losowaliśmy Słowo z Pisma Świętego, przygotowane przez naszą wspólnotę.
Moje dzieci uwielbiają te karteczki. Kolekcjonują je jak skarby.
I za każdym razem zadziwia nas to samo – jak bardzo to Słowo trafia.
Jakby było napisane dokładnie dla nich.
Kiedy kończy się czas w kościele, wszyscy razem schodzimy na dół, do salki pod kościołem.
Tam zaczyna się kolejna część świętowania.
Atmosfera jest uroczysta i świąteczna, a jednocześnie bardzo rodzinna.
Zaczynamy wspólną modlitwą, dzieleniem się opłatkiem, składaniem sobie życzeń – takich prostych, prawdziwych, płynących z serca.
Każdy przynosi coś od siebie.
Na stołach pojawia się ryba po grecku, kapusta z grzybami, śledzie, sałatka jarzynowa i tyle innych pyszności.
Ten stół staje się znakiem jedności i troski o siebie nawzajem.
Dzielimy się nie tylko jedzeniem, ale też czasem, uśmiechem, rozmową.
Jeżu kolczasty… jak ja kocham to miejsce.
Tych ludzi, którzy rozmawiają z otwartością serca.
Którzy przytulają.
Którzy są – naprawdę są – dla siebie nawzajem.
Jest tyle radości, uścisków, ciepłych słów i prawdziwej bliskości, że trudno się rozstać.
A moje dzieci?
Nie wołają: „Mamo, kiedy do domu?”
One same zostają wciągnięte w wir rozmów i bycia razem.
Tu nikt nie siedzi sam.
Tu nikt nie jest mniej ważny.
Każdy znajdzie swojego rozmówcę.
Każdy znajdzie duszę, która wysłucha.
Dla mnie to jest Kościół.
Ten żywy.
Tworzony przez ludzi.
Przesiąknięty miłością do Boga i do drugiego człowieka.
Wierzę, że Duch Święty świętował razem z nami.
Że przechadzał się pośród nas, dotykał serc, umacniał więzi i napełniał nas pokojem.
Tego nie da się do końca opisać słowami.
To trzeba przeżyć.
To tam ładuję swoje baterie.
Tam oddycham głębiej.
Tam moje serce wraca na swoje miejsce.
Cieszę się ogromnie, że mój mąż i moje dzieci chcą być tam razem ze mną.
Że to nasz dom.
A dziś rano…
Siedzę z poranną kawą i delektuję się Słowem, które wylosowałam.
Przegryzam je jak świeżą bułeczkę.
Powoli. Uważnie.
I wracam myślami do wczorajszego wieczoru – który już jest historią, ale jaką piękną.
A Wy?
Też należycie do wspólnot?
Macie takie miejsca, w których czujecie się jak w domu?
Dzielę się z Wami moim Słowem.
Z miłością 🤍
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.