W życiu bywa różnie.

Czasem wszystko układa się pięknie — słońce świeci, serce śpiewa, a świat wydaje się dobry i prosty.

Ale przychodzą też dni, kiedy nadciągają czarne chmury. Gdy smutek przykrywa jak ciężki koc, a w duszy robi się cicho.

Wtedy staram się nie poddawać. Uciekam od marazmu, daję mu kuksańca i powtarzam sobie: nie dam się!

I właśnie w takich chwilach najmocniej przylgnęłam do Jezusa. Bo naprawdę — wiara daje mi siłę.

Wiem, że Bóg mnie nie opuszcza.

Czasem wystarczy jedno słowo: „Jezu…”

To jedno imię potrafi uleczyć całe serce.

W tym trudnym czasie modliłam się:

Boże, ześlij mi swojego Anioła z dobrym słowem. Pokrzep mnie, przytul, wyciągnij z tego życiowego smutku.

I wiesz co? On posłał.

Kiedy wczoraj robiłam obiad — w jednym garnku gotowały się ziemniaki, na patelni skwierczały kotlety schabowe, a w międzyczasie przygotowywałam sałatkę — ręce pełne roboty!

I właśnie wtedy zadzwoniła Aneta — koleżanka, mama cudownej dziewczynki.

Zajęta, a jednak poczuła w sercu, że ma do mnie zadzwonić.

I przekazała mi wiadomość, którą Bóg włożył w jej serce:

„Idź na Adorację, oddaj wszystko Jemu, uwierz, że On może wszystko.”

A potem, w naszej rozmowie o wierze, Aneta powiedziała słowa, które mocno zapadły mi w serce:

„Bo jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy…”

(Ewangelia wg św. Mateusza 17,20)

Powiedziała, żebym wierzyła z mocą — naprawdę, całym sercem — bo z Nim można wszystko.

I wtedy poczułam, że to właśnie przez nią Bóg mówi do mnie.

Bo naprawdę może wymazać każdy ból, uleczyć każde serce, otworzyć każde drzwi, które nam wydają się zamknięte.

Z Nim wszystko staje się możliwe.

Słuchałam Anetki — opowiadała o cudach, które dzieją się w jej życiu dzięki wierze i wstawiennictwu Maryi.

I poczułam, jak iskierka we mnie znów zaczyna płonąć.

Bo Bóg naprawdę działa.

Stawia na naszej drodze ludzi, przez których mówi.

Dziś przemówił do mnie przez Nią — i dał mi siłę, której potrzebowałam.

Czuję znów pokój w sercu, taki prawdziwy, cichy, spokojny.

Bo kiedy wszystko oddajesz Jemu — przestajesz się bać.

Człowiek nie jest samotną, dryfującą wyspą.

Potrzebujemy siebie nawzajem — ciepła, słowa, obecności.

Bóg dał nam życie, ale też dał nam ludzi, byśmy mogli się wspierać i przypominać sobie nawzajem, że On JEST.

I że mówi do nas właśnie przez nich.

Idę spać z radością w sercu, z wdzięcznością i nową mocą.

Bo Bóg działa.

💭 A Ty?

Czy wierzysz, że Bóg może przemówić także do Ciebie — przez zwykły telefon, uśmiech, jedno spotkanie?

Czy dajesz Mu szansę, by pokazał Ci, że nigdy nie jesteś sam?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź