A ja dziś świętuję – nie hucznie, nie z pompą, tylko spokojnie, rodzinnie, bez fanfarów 🎂. Jutro będę na farmie z moją rodziną i dziećmi, będę świętować tak, jak lubię – zbierając jabłka 🍎, oddychając spokojem i prostą radością. A dziś? Zupełnie zapomniałam, że to 20 września, i zdeklarowałam się, że przywiozę gofry 🫣. No to robię! I to aż z dwóch różnych przepisów, żebyśmy mogli wybrać ten najlepszy na brunch 9 listopada. Zapomniałam o swoich urodzinach – jak zwykle! No cóż, tyle się dzieje, że czasem sama siebie nie ogarniam. Ale trudno – dziś są gofry, a teraz spacer z psem i takie oto moje urodzinowe przemyślenia mnie naszły.

No i bach – stuknęło 46! Wjechało jak pendolino bez hamulców i teraz już wiem, że moje życie to nie był żaden spokojny spacerek po parku. To był rollercoaster – taki, że nie ma barierki, a ja lecę jak matka bez trzymanki. Raz na szczycie, raz w dołku, czasem do góry nogami – ale zawsze z wrzaskiem i śmiechem jednocześnie.

Jestem trochę jak ta Matka Polka Siatkarka – ciągle z siatami w rękach, objuczona jak wielbłąd, ciągle w ruchu, ciągle coś trzeba ogarnąć. Niby naprawiam, niby ogarniam, ale piłki życia lecą w różne strony i nie zawsze trafiam w pole. Ale gram dalej, bo mam w sobie energię, której nie da się zatrzymać. No bo nie ma zmiłuj – kocham cię życie! 💥

46 lat to nie koniec sezonu – to bonus level! I plan jest taki:

• wywalić się ze strefy komfortu, ruszyć te swoje cztery litery z wygodnego fotela i zamiast ciap-ciap-ciap po domu – trochę się powyginać, a może nawet pobiegać… albo chociaż sprintem do lodówki 🫣😎

• wzlecieć balonem i machać ludziom z góry jakbym była królową Manhattanu – z uśmiechem, luzem i własnym soundtrackiem w tle .

• w końcu ruszyć do Hiszpanii, do Santiago de Compostela – krok, kawa, tapas, krok, sangria, krok, siesta. Dojdę… tylko nie pytajcie kiedy! 😂

• a przy okazji… zacząć rozglądać się za kosmetykami „50+”, bo za rogiem nowy etap. Ale spokojnie – jeszcze mam zapasy kremów 30+ i zamierzam je zużyć do końca!

Zmarszczki? Niech są – każda to linia scenariusza mojego życia. Botox? Nie, dziękuję – wolę wyglądać jak ja, niż jak klon 90% lalek z Instagrama. Farba do włosów? Jasne, ale bardziej kręci mnie farbowanie życia na kolorowo niż tylko zakrywanie siwych. A włosy? Może i zapuszczę – zobaczymy, czy wyjdą mi loki afro i będę wyglądać jak Beyoncé po przejściach. 🤣

Dzisiaj robię toast za moje 46 – za wszystkie jazdy bez trzymanki, za sny, marzenia i plany, które jeszcze chcę spełnić. Za to, że choć moje pendolino nie ma hamulców, to ja siedzę w kabinie i trzymam stery.

Tak że świat – uważaj, bo ja dopiero się rozkręcam! 💃🥂

Życzcie mi, żebym dalej żyła na pełnej petardzie, brała życie za rogi i szła do przodu… nawet z zamkniętymi oczami. Bo jak się potknę, to przynajmniej upadnę z fasonem i głośnym śmiechem! 😁

A jutro? Jutro znów wzejdzie słońce. A dzień będzie piękny, będzie zapraszał: „hej, bierz ze mnie pełnymi garściami!” – i dokładnie taki mam zamiar. A wy? 


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź