Kilka dni temu trafiłam na zwyczajny post o tym co lubię. Zatrzymałam się , kliknęłam i ….
Kobieta pokazała swoje zakupy. Kilka paczek kawy. Napisała z uśmiechem, że ktoś jej ją polecił, więc kupiła na próbę.
Nic wielkiego.
Żadnych tematów politycznych.
Żadnych sporów światopoglądowych.
Żadnych kontrowersji.
Po prostu kawa.
A jednak wystarczyło.
W komentarzach rozpętała się burza.
Jedni pisali, że to najgorsza kawa świata. Inni, że to śmieci. Jeszcze inni przekonywali, że tylko ich wybór jest słuszny.
Nikt nie napisał:
Mam nadzieję, że będzie Ci smakowała.
Im dłużej czytałam te komentarze, tym wyraźniej widziałam, że oni wcale nie rozmawiają o kawie.
Oni pokazują swoje serca.
Bo człowiek, który ma pokój w sercu, nie ma potrzeby na siłę odbierać drugiemu radości.
Może napisać:
Ja wolę inną, bo bardziej odpowiada mi taki smak.
Może opowiedzieć o swoim doświadczeniu.
Może coś polecić.
Może nawet się nie zgodzić.
Ale nie musi deptać czyjejś radości tylko dlatego, że ktoś wybrał inaczej.
Na Forum Charyzmatycznym ojciec Marcin powiedział zdanie, które przegryzam do dziś i które wraca do mnie jak bumerang:
„Brak radości i nadziei jest jedną z największych przeszkód w ewangelizacji.”
Im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, że to zdanie dotyczy nie tylko głoszenia Ewangelii.
Dotyczy całego naszego życia.
Bo każdy komentarz coś niesie.
Może nieść dobro.
Może nieść nadzieję.
Może nieść pokój.
Ale może też nieść pogardę, zniechęcenie i ból.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że internet stał się miejscem, do którego wielu ludzi przynosi swoje zmęczenie, rozczarowanie, frustrację i niewypowiedziany ból.
A komentarze stają się sposobem, by to wszystko z siebie wyrzucić.
Tylko że po drugiej stronie ekranu siedzi żywy człowiek.
Może właśnie zrobił sobie pierwszą filiżankę tej kawy.
Może naprawdę cieszył się z zakupu.
Może chciał po prostu podzielić się czymś zwyczajnym.
I zamiast przeczytać:
Smacznej kawy . Daj znać, jak Ci smakowała.
czyta:
To śmieci.
To gówno .
Najgorszy wybór.
Nie macie pojęcia o kawie.
Po co?
Czy świat naprawdę stał się od tego lepszy?
Na Forum usłyszeliśmy jeszcze jedną myśl, która mocno zapadła mi w serce.
Bóg posyła ludzi do ludzi.
Nie po to, żeby udowadniali sobie, kto ma rację.
Nie po to, żeby wygrywali dyskusje.
Nie po to, żeby błyszczeć swoją wiedzą.
Ale po to, żeby zostawiać po sobie dobro.
Myślę też, że czasem zatrzymujemy się na tym, czego nauczyliśmy się o Bogu jako dzieci.
Na katechezie w szkole podstawowej.
A przecież wiara nie jest czymś, co dostaje się raz na całe życie.
Wiara potrzebuje wzrastać.
Potrzebuje spotkania z żywym Bogiem.
Potrzebuje modlitwy.
Czytania Pisma Świętego.
Słuchania wartościowych konferencji.
Rozmów z ludźmi, którzy pomagają nam zbliżać się do Jezusa.
Bo można znać wszystkie modlitwy.
Można co niedzielę siedzieć w pierwszej ławce.
Można jeździć na pielgrzymki.
A jednocześnie wciąż nie pozwolić Jezusowi przemieniać swojego serca.
Prawdziwa relacja z Bogiem nie kończy się na religijnych praktykach.
Ona zaczyna być widoczna w codzienności.
W sposobie, w jaki mówimy do współmałżonka.
Do dzieci.
Do sąsiada.
Do nieznajomego.
I również w tym, co piszemy w internecie.
Bo człowiek, który naprawdę spotyka Jezusa, zaczyna coraz bardziej przypominać Go swoim życiem.
Nie staje się idealny.
Ale uczy się kochać.
Uczy się przebaczać.
Uczy się budować zamiast burzyć.
Dlatego warto czasem pojechać na Forum.
Posłuchać dobrej konferencji.
Włączyć wartościowy podcast.
Spotkać ludzi, którzy pomagają nam wzrastać.
Warto wejść do kościoła, usiąść przed Najświętszym Sakramentem i po prostu pobyć z Jezusem.
Bo kiedy człowiek naprawdę otwiera się na Boga, zaczyna powoli zmieniać się jego serce.
Zaczyna bardziej słuchać niż oceniać.
Bardziej rozumieć niż potępiać.
Bardziej budować niż burzyć.
I właśnie tego uczył Jezus.
Nie zostawił po sobie pogardy.
Zostawił miłość.
Piszę to również do siebie.
Bo ja też nie zawsze potrafię.
Mnie również zdarzają się emocje.
Ja także uczę się zatrzymać i przeczytać swój komentarz jeszcze raz.
Uczę się zadawać sobie pytanie:
Czy gdyby ten człowiek siedział naprzeciwko mnie przy filiżance kawy, powiedziałabym mu to dokładnie w taki sam sposób?
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to znaczy, że warto napisać go jeszcze raz.
Chcę, żeby moje słowa dawały ludziom dobro, a nie ból.
Nadzieję, a nie zniechęcenie.
Pokój, a nie kolejną kłótnię.
Radość, a nie pogardę.
Nie dlatego, że jestem idealna.
Ale dlatego, że chcę coraz bardziej naśladować Jezusa.
I jeśli już zostawiam po sobie ślad w internecie, to chciałabym, żeby był to ślad życzliwości, a nie złości.
Może właśnie od tego zaczyna się ewangelizacja.
Nie od wielkich słów.
Ale od sposobu, w jaki odpowiadamy drugiemu człowiekowi.
Nawet wtedy, gdy rozmawiamy tylko o filiżance kawy.
A Ty?
Jakie ślady zostawiają Twoje słowa w sercach innych ludzi ?
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.