Wczoraj wróciłam ze spotkania z głową pełną myśli.

Są takie konferencje, których człowiek wysłucha, wróci do domu i po kilku dniach już niewiele pamięta.

Ale są też takie, które nie dają spokoju.

Które wracają w najmniej spodziewanym momencie.

Które zmuszają do spojrzenia w głąb siebie.

I właśnie taka była dla mnie wczorajsza konferencja o Bożym miłosierdziu.

Przez całe życie chyba trochę źle rozumiałam Boże miłosierdzie.

Myślałam, że skoro Bóg mnie kocha, to będzie usuwał z mojego życia wszystko, co trudne.

Zabierze cierpienie.

Uzdrowi każdą relację.

Usunie ludzi, którzy mnie ranią.

Pozwoli żyć spokojnie.

A tymczasem usłyszałam zdanie, które przewróciło moje myślenie.

Bóg najpierw mówi.

Mówi przez swoje Słowo.

Przez Ewangelię.

Przez sumienie.

Przez ludzi, których stawia na naszej drodze.

Najpierw głaszcze słowem.

Zaprasza.

Woła.

Czeka.

Ale kiedy człowiek uparcie nie chce słuchać…

czasem dopuszcza doświadczenia.

Nie dlatego, że przestał kochać.

Właśnie dlatego, że kocha.

Bo Jego celem nie jest nas zniszczyć.

Jego celem jest nas uratować.

Najbardziej poruszyła mnie przypowieść o pszenicy i chwaście.

Każdy ma swój chwast.

Niby znam tę Ewangelię od lat.

Ale dopiero wczoraj zrozumiałam, że zawsze myślałam o chwastach jako o kimś obok mnie.

To ta trudna sąsiadka.

Ten współpracownik.

Tamten człowiek.

Ta relacja.

Ta choroba.

A ojciec Marcin zadał pytanie, które dosłownie mną wstrząsnęło.

A jeśli tym chwastem jesteś ty?

Zapadła cisza.

Bo nagle przestałam patrzeć na innych.

Zaczęłam patrzeć na siebie.

Na swoją pychę.

Na swoją niecierpliwość.

Na swoje lęki.

Na swoje zranienia.

Na swoje grzechy.

Na swoje ograniczenia.

Przecież każdy z nas ma jakiś chwast.

I wiecie, co było dla mnie najtrudniejsze?

Że Bóg nie pozwala od razu go wyrwać.

Dlaczego?

Bo właśnie dzięki niemu wzrastamy.

Padło zdanie:

Nie ma pokory bez upokorzeń.

I pomyślałam…

to prawda.

Dopóki wszystko mi wychodzi, łatwo uwierzyć, że świetnie sobie radzę.

Dopiero porażka.

Dopiero słabość.

Dopiero bezradność.

Uczy mnie mówić:

Boże, bez Ciebie nie dam sobie rady.

Ojciec Marcin powiedział też coś, co bardzo mnie poruszyło.

Święci również mieli swoje słabości.

Swoje wady.

Swoje zmagania.

Nie byli ludźmi bez chwastów.

Byli ludźmi, którzy pozwolili Bogu działać pośród tych chwastów.

Nigdy wcześniej nie spojrzałam na swoje wady w ten sposób.

Może właśnie one uczą mnie pokory.

Może dzięki nim przestaję budować życie na sobie.

Bo kiedy człowiek widzi tylko swoje zalety, bardzo łatwo wpada w pychę.

A pycha jest jednym z największych niebezpieczeństw.

Bardzo poruszyło mnie również porównanie do lasu.

Drzewo rosnące samotnie nigdy nie urośnie tak wysoko jak drzewo rosnące w lesie.

Dlaczego?

Bo inne drzewa zmuszają je do wzrostu.

Ściskają je.

Ograniczają.

Zmuszają do walki o światło.

I właśnie dzięki temu rośnie wyżej.

Pomyślałam wtedy o wspólnocie.

O rodzinie.

O małżeństwie.

O ludziach, którzy czasem doprowadzają mnie do szału.

Może właśnie oni są moim lasem.

Może to dzięki nim uczę się cierpliwości.

Przebaczenia.

Pokory.

Miłości.

Może gdybym była sama, nigdy bym nie urosła.

Padło też bardzo mocne zdanie.

Nie uciekaj.

Nie zmieniaj ciągle pola.

Bo gdziekolwiek pójdziesz…

tam też będzie chwast.

Zmiana pracy.

Zmiana miasta.

Zmiana wspólnoty.

Zmiana ludzi.

Nie sprawi, że nagle wszystko stanie się idealne.

Bo chwasty rosną na każdym polu.

Pytanie nie brzmi więc:

Jak uciec od chwastów?

Ale:

Czy zgodzę się wzrastać pośród nich?

Druga część konferencji była jeszcze bardziej poruszająca.

Dotyczyła grzechu.

Nie tego, który został wyznany.

Ale tego, który ukrywamy.

Ojciec Marcin mówił, że wszystko, co ukryte, pozostaje w ciemności.

A ciemność nigdy nie pochodzi od Boga.

Pomyślałam wtedy, że często bardziej boimy się powiedzieć Bogu prawdę niż żyć z tą prawdą całe lata.

Ukrywamy grzech.

Ukrywamy żal.

Ukrywamy bunt.

Ukrywamy pretensje do Boga.

A przecież On już o nich wie.

To my udajemy, że ich nie ma.

Bardzo mocno wybrzmiały słowa, że modlitwa ma być prawdziwa.

Jeżeli masz żal do Boga…

Powiedz Mu.

Jeżeli czegoś nie rozumiesz…

Powiedz Mu.

Jeżeli jesteś zły…

Powiedz Mu.

Bóg nie boi się naszych emocji.

On boi się tylko jednego.

Że zamkniemy przed Nim serce.

Usłyszałam też zdanie, którego chyba długo nie zapomnę.

Tylko Bóg może przykryć moje grzechy.

Ale żeby On je przykrył…

ja najpierw muszę je przed Nim odkryć.

Na tym polega spowiedź.

Nie na odhaczeniu obowiązku.

Ale na wniesieniu światła tam, gdzie przez lata panowała ciemność.

Bo to, co oddajemy Bogu, przestaje być ukryte.

A to, co pozostaje ukryte, niszczy człowieka od środka.

Na końcu usłyszałam jeszcze jedno zdanie.

Bóg jest Zbawcą.

Nigdy sprawcą zła.

To wróg chce niszczyć.

Bóg nawet z największego cierpienia potrafi wyprowadzić dobro.

I chyba właśnie na tym polega Jego miłosierdzie.

Nie zawsze zabiera chwasty.

Nie zawsze usuwa cierpienie.

Nie zawsze zmienia ludzi wokół nas.

Ale zawsze daje łaskę, abyśmy mogli wzrastać.

Wracałam do domu i pomyślałam, że chyba całe życie modliłam się niewłaściwymi słowami.

Panie, zabierz ten chwast.

A może powinnam częściej modlić się tak:

Panie, jeśli jeszcze go zostawiasz, spraw, abym dzięki niemu stała się bardziej podobna do Ciebie.

I z takim pytaniem zostawiam również Was.

Jaki jest Twój chwast?

Czy próbujesz przed nim uciekać…

czy może zaczynasz dostrzegać, że właśnie tam Bóg przygotowuje dla Ciebie miejsce wzrostu?

A na koniec chcę Was serdecznie zaprosić.

Jeśli jeszcze nie macie planów na sobotę, przyjedźcie na XIII Forum Charyzmatyczne w Amerykańskiej Częstochowie.

Po tej konferencji wiem jedno.

Naprawdę warto słuchać ludzi, którzy nie tylko mówią o Bogu, ale pomagają Go lepiej zrozumieć.

Może właśnie tam Pan Bóg przygotował słowo, które zmieni także Twoje życie. ❤️


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “Bóg nie zawsze głaszcze…

  1. Dzięki Aga .Taki właśnie był mój cel żeby te słowa nie zostały tylko na
    konferencji . Niektóre słowa są jak ziarno potrzebują czasu, żeby wydać owoc.

Zostaw odpowiedź