Zanurzyłam się w wodzie.

Powoli.

Wystawiłam twarz do słońca.

Zamknęłam oczy.

I odpłynęłam.

Nie od życia.

Wprost przeciwnie.

Po raz pierwszy od wielu dni poczułam, że naprawdę jestem tu i teraz.

Jeszcze kilka dni temu siedziałam z synem w szpitalu. Strach ściskał gardło, a głowa była pełna najczarniejszych scenariuszy. Dziś leżę zanurzona w ciepłej wodzie i uświadamiam sobie, jak szybko Bóg potrafi zamienić lęk we wdzięczność.

Cisza.

Delikatny wiatr.

Słońce ogrzewające twarz.

Woda otulająca całe ciało.

Boże… jakie to było dobre.

Rozejrzałam się dookoła.

Dzieci śmiały się, chlapały wodą i przeżywały swoje małe wakacyjne przygody. Najmłodszy, opatulony kołem ratunkowym i rękawkami, z miną zdobywcy świata dumnie sunął po tafli wody. Dziewczyny miały go cały czas na oku, a ja patrzyłam na nich z uśmiechem i spokojem w sercu.

Obok mnie był mój mąż.

Oboje zanurzeni po szyję.

Wystawały tylko nasze twarze.

Spojrzałam na niego.

– I jak?

Odpowiedział tylko cichym mruknięciem.

Nie musiał mówić nic więcej.

Doskonale wiedziałam, co oznaczało to krótkie „mmm”.

Jemu też było dobrze.

Leżeliśmy obok siebie w milczeniu.

Bez pośpiechu.

Bez planów.

Bez rozmów o obowiązkach.

Z każdym delikatnym ruchem wody odpływał ciężar codzienności. Jakby fale zabierały wszystko, co przez ostatnie tygodnie osiadło na naszych sercach.

 Pomyślałam ….

Jak niewiele naprawdę potrzeba człowiekowi do szczęścia.

Naprawdę.

Świat nieustannie przekonuje nas, że potrzebujemy więcej. Większego domu. Nowszego samochodu. Lepszych ubrań. Kolejnych rzeczy.

A tymczasem Bóg już dawno dał nam najpiękniejsze prezenty.

Słońce.

Wodę.

Piasek pod stopami.

Wiatr muskający twarz.

Śmiech dzieci.

Obecność ukochanej osoby.

I serce, które potrafi zatrzymać się na chwilę i powiedzieć:

Dziękuję.

Może szczęście nigdy nie było ukryte w tym, co jeszcze chcemy zdobyć.

Może od zawsze czekało właśnie tutaj.

W promieniach słońca.

W chłodnej wodzie.

W śmiechu dzieci.

W dłoni człowieka, którego kochamy.

Dziś nie proszę Boga o nic więcej.

Dziś tylko dziękuję.

Za rodzinę.

Za zdrowie.

Za ten zwyczajny, a jednocześnie niezwykły dzień.

Bo kiedy człowiek na chwilę przestaje gonić za wszystkim, odkrywa, że już od dawna ma to, co najważniejsze.

Może właśnie tak wygląda prawdziwe bogactwo.

Nie mieć najwięcej.

Ale umieć zachwycić się tym, co już otrzymaliśmy.

A Ty?

Kiedy ostatni raz zatrzymałeś się na chwilę i pomyślałeś: Boże, niczego więcej mi dziś nie potrzeba?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź