Chyba wszyscy słyszeliśmy o Maii Chwalińskiej. A jeśli nie wszyscy, to na pewno większość. Mnie jednak nie uderzyły jej wyniki. Uderzyło mnie coś zupełnie innego.

To, jak powiedziała, że przez długi czas występowała bez sponsorów. Że nikt wcześniej nie był zainteresowany współpracą, mimo że każdego dnia robiła wszystko, by być coraz lepsza.

I wiecie co?

To zdanie utkwiło mi w głowie.

Bo przecież ona nie siedziała bezczynnie. Trenowała. Harowała. Poświęcała czas, zdrowie i kawał życia. Miała ludzi, którzy wierzyli w jej talent i potencjał.

Robiła wszystko, co trzeba było zrobić.

A mimo to przez długi czas pozostawała niezauważona.

Dopiero kiedy pojawiają się sukcesy, świat zaczyna patrzeć.

I właśnie wtedy pomyślałam o moich córkach.

Obie skończyły studia z bardzo dobrymi wynikami. Obie miały stypendia. Obie przez lata ciężko pracowały na swoje osiągnięcia.

Na zakończenie studiów usłyszały piękne słowa:

„Możecie wszystko.”
„Świat stoi przed wami otworem.”
„Możecie podbijać świat.”

Jako matka słuchałam tego z dumą.

I wierzyłam w każde z tych słów.

Tylko gdzie jest to słynne „wszystko”?

Jedna skończyła studia dwa lata temu. Druga niedawno.

Obie są mądre. Obie ambitne. Obie odpowiedzialne.

Obie pracują.

Obie codziennie dają z siebie wszystko.

A mimo to życie po studiach okazało się znacznie trudniejsze, niż ktokolwiek nam obiecywał.

I nie piszę tego dlatego, że moje córki oczekują czegoś za darmo.

Wręcz przeciwnie.

Nikt nigdy niczego im nie dał.

Na wszystko pracowały same.

Dlatego czasami patrzę na nie i zastanawiam się, dlaczego tak wielu młodych ludzi musi dziś tak długo czekać na swoją szansę.

Bo wiem, że nie dotyczy to tylko moich córek.

Wiem, że podobne historie dzieją się każdego dnia w tysiącach domów.

Młodzi ludzie uczą się, zdobywają wykształcenie, rozwijają się, pracują i próbują budować swoją przyszłość.

A potem zderzają się z rzeczywistością, która często wygląda zupełnie inaczej niż obietnice, które słyszeli przez całe życie.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najbardziej przewrotne?

Mieszkamy przecież w kraju ogromnych możliwości.

W samym sercu metropolii New York.

W miejscu, które dla milionów ludzi na świecie jest symbolem szans i spełniania marzeń.

Dlatego rozczarowanie czasem boli jeszcze bardziej.

Bo skoro nawet tutaj droga okazuje się tak trudna, człowiek zaczyna zadawać sobie pytania.

Jak właściwie działa ten świat?

Co sprawia, że jedni zostają zauważeni szybciej, a inni muszą czekać latami?

Ile cierpliwości potrzeba, żeby się nie poddać?

Ale wiecie co?

Mimo wszystkich tych pytań nie zamierzam tracić nadziei.

Bo historia Maii Chwalińskiej przypomina mi o czymś bardzo ważnym.

Że czasami człowiek przez lata pracuje w ciszy.

Bez rozgłosu.

Bez wielkiego zainteresowania.

Bez nagłówków i oklasków.

A potem przychodzi moment, kiedy świat w końcu dostrzega jego wysiłek.

I wierzę, że taki dzień przyjdzie również dla moich córek.

Że ktoś dostrzeże ich wiedzę, charakter, pracowitość i serce, które wkładają w to, co robią każdego dnia.

Bo na to zasługują.

I przede wszystkim ufam Jezusowi Chrystusowi.

Bo są drzwi, których człowiek nie potrafi otworzyć.

Ale są też takie drzwi, które Jezus potrafi otworzyć w najmniej spodziewanym momencie.

Dlatego będę dalej wierzyć.

Będę dalej się modlić.

Będę dalej kibicować moim córkom.

A do każdego, kto to czyta i czasami ma wrażenie, że jego wysiłek pozostaje niezauważony:

Nie poddawaj się.

Nie pozwól, by świat wmówił Ci, że Twoja praca nie ma znaczenia.

Nie każda droga jest krótka.

Nie każdy sukces przychodzi szybko.

Ale wartość człowieka nie zależy od tego, jak szybko zostanie zauważony.

Czasami najpiękniejsze historie potrzebują po prostu więcej czasu.

I właśnie tej nadziei nie zamierzam oddać.

A Ty, Jezu…

Ty znasz nasze serca.

Wiesz, o co się modlimy, czego się boimy i czego potrzebujemy.

Widzisz nasze wysiłki, nasze łzy, nasze rozczarowania i nasze nadzieje.

Dlatego działaj z mocą w każdym z nas.

W moich córkach.

We mnie.

I w każdym, kto czyta te słowa i po ludzku zaczyna tracić nadzieję.

Umacniaj nas wtedy, gdy brakuje sił.

Prowadź nas wtedy, gdy nie widzimy drogi.

Otwieraj drzwi, których sami nie potrafimy otworzyć.

Przypominaj nam, że nasza wartość nie zależy od stanowiska, pieniędzy ani uznania ludzi, ale od tego, kim jesteśmy w Twoich oczach.

Bo Ty jesteś naszym Panem.

Naszą nadzieją.

Naszą siłą.

I naszym schronieniem.

Wierzę, że masz plan dla każdego z nas.

Dla moich córek.

Dla mnie.

I dla każdego, kto dziś czeka na swoją szansę.

W Twoim czasie.

Według Twojej woli.

Amen. ❤️


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź