Ludzie kochani… no nie wiem od czego zacząć. Eurowizja się skończyła, Polska 12 miejsce, 150 punktów i siedzę do dziś jak zaczarowana, i myślę… ALE JAK? Serio pytam. Jakimi kryteriami kierują się jurorzy? Głosy? Śpiew? Emocje? Ilość dymu na scenie? Czy może kto zrobi większe zamieszanie i człowiek potem pół nocy analizuje życie?

Bo niektórzy wykonawcy… no wybaczcie… ja siedziałam i miałam minę, jakbym oglądała totalna porażkę …

Patrze …punkty lecą, lecą, lecą… a ja: dobra, Polska wysoko będzie… NO BĘDZIE. A potem człowiek siedzi cicho i mówi tylko: „aha…”. 150 punktów. 12 miejsce. I tyle. Cisza.

Ale wiecie kto wygrał dla mnie całą Eurowizję? Artur Orzech. Bez dwóch zdań. Dajcie temu człowiekowi medal, statuetkę albo przynajmniej ogromne brawa i uznanie za to, co robi. Słyszeliście jego komentarze? Leżałam i kwiczałam, bo gość trafiał w sedno, mówiąc: Dostaliśmy cały gotycki klasztor emocji .Czyż dokładnie tak nie było?

Jak usłyszałam tekst, że jedna wygląda, jakby umiała łamać serca i sprzedawać drogie okulary, to prawie spadłam z łóżka.

Albo o Szwecji… że mogliby wysłać instrukcję obsługi ekspresu do kawy i też pewnie by wygrali. I ja wtedy pomyślałam… kurka wodna… chyba coś w tym jest.

A o niektórych występach miałam dokładnie takie odczucie jak Artur… człowiek nie rozumie, co się dzieje, ale kiwa głową z uznaniem, żeby nie wyjść na tego, co nic nie rozumie.

I jeszcze Alicja… ech. Nie obrażając nikogo, ale ta stylizacja do mnie nie przemówiła. Za dużo tej zbroi, za mało… no nie wiem… czegoś bardziej jej. Ale dobra. Już po ptakach.

Wiecie, co jest najdziwniejsze? Kiedyś Eurowizję oglądałam dla radości i zabawy. Dziś oglądam i mam więcej pytań do świata niż odpowiedzi…

Ale może właśnie o to chodzi? Żeby przez chwilę zapomnieć o rachunkach, problemach i patrzeć na człowieka grającego techno albo metal, albo słuchać głosu operowego z nowoczesną aranżacją popową  chyba z Francji była ta uczestniczka. Jak wam się podobało? Czy to sztuka, czy ja właśnie przechodzę do lamusa jako wymarły gatunek dinozaurów, którego artyści dawno odeszli w siną dal…

I powiem wam jeszcze jedno… został mi jakiś taki niesmak. Gorycz trochę. Ech… może człowiek za bardzo przeżywa, może nie rozumie już tych wszystkich zasad, ale czasem patrzę i myślę: serio? Naprawdę? I gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie, czy tam są tylko emocje i muzyka, czy też różne układziki, sympatie, polityka… Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Bo czasem mam wrażenie, że już nie chodzi tylko o głos i śpiew. Może się mylę. Może marudzę. Ale takie mam odczucie po prostu po tym wszystkim. I po wczoraj zostało mi więcej zdziwienia niż zachwytu.

Ech życie…

Dobra… koniec filozofii. Idę ogrzać się w pierwszych promieniach słońca, bo New York dziś świeci i po Eurowizji człowiek potrzebuje regeneracji psychicznej.

A wy? Kto wam zapadł w pamięć? Co was zachwyciło albo totalnie zdziwiło? I proszę powiedzieć… tylko ja siedziałam z oczami jak pięciozłotówki czy wy też?


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź