Muszę się z Wami czymś podzielić, bo to jakoś siedzi we mnie i nie daje spokoju.

Wczoraj robiłam swoją pracę jak zwykle. Dużo ludzi, dużo biegania, jedni przychodzą, drudzy wychodzą, każdy ze swoją historią, ze swoim bólem, ale na co dzień już się trochę się od tego odcięłam ,bo inaczej nie dałoby się pracować. Trzeba robić swoje, wykonywać obowiązki, nie zaglądać ludziom w oczy, nie wchodzić w ich cierpienie, bo wtedy serce by tego nie uniosło.

W jednym z pokoi był młody chłopak. Naprawdę młody. Brał chemię. Ale ta chemia go wyniszczała. Źle się czuł, wyglądał bardzo słabo. Jęczał z bólu. Każda kropla, która wlewała się do jego żył, sprawiała mu ogromne cierpienie. To nie był zwykły dyskomfort. To był ból, który przechodził przez całe ciało i duszę.

Staram się nie patrzeć na pacjentów. Sami rozumiecie  nikt nie chce być oglądany w chorobie. Człowiek chce zachować resztki godności, prywatności. Ale jakoś tak spojrzałam na niego. I zobaczyłam jego oczy.

A w nich tyle bólu. Tyle cierpienia. Tyle bezradności.

Patrzył na mnie tak, jakby wołał bez słów:

„Pomóż mi”.

I w tamtej chwili pomyślałam: jak można pomóc człowiekowi w takim cierpieniu? Co można zrobić? Przecież jestem tylko człowiekiem. Nie jestem lekarzem, nie mam cudownego leku, nie potrafię zabrać mu bólu. Jak miałabym mu ulżyć? Jak?

I wtedy przyszła do mnie myśl:

my, katolicy, możemy pomóc. Naprawdę możemy.

Nie należę do osób, które dużo się modlą. Długie modlitwy mnie męczą, nudzą, gubię się w nich. I często nad tym ubolewam. Chciałabym się modlić więcej, głębiej, piękniej, a jednak jestem jaka jestem.

Ale patrząc na niego, poczułam, jak modlitwa sama się ze mnie wylewa z serca .

I powiedziałam w duchu:

Boże, zobacz, jak ten chłopak cierpi.

Widzisz to, Jezu? Spójrz w jego oczy.

Nie mogę przejść obok tego obojętnie.

Jezu, Synu Dawida, ulituj się nad tym młodym, cierpiącym człowiekiem.

Ty wiesz, że ja niewiele mogę zrobić, ale proszę pomóż mu w jego cierpieniu.

W Twoim imieniu jest uzdrowienie.

Jeśli taka jest Twoja wola, uzdrów go.

A teraz… ulżyj mu w tym bólu.

Proszę Cię, Boże, niech on tak nie cierpi

Stałam obok, dzieliła nas tylko kurtyna. Wiedziałam, że muszę wracać do pracy. Nie mogłam tam dłużej zostać. Obowiązki czekały. Wyszłam z pokoju, a on dalej siedział, chemia wciąż leciała.

Ale wyglądał już trochę inaczej.

Jakby spokojniej.

Jakby ból trochę zelżał.

Przestał jęczeć.

W jego oczach wciąż było cierpienie, ale pojawiła się też jakaś iskra. Coś jak wdzięczność. Jak spokój. Jakby ktoś dotknął jego serca.

I pomyślałam wtedy, że naprawdę warto modlić się za siebie nawzajem. Nawet za tych, których nie znamy. Za tych, których mijamy na ulicy, na przystankach, na peronach. Za bezdomnych. Za chorych. Za samotnych. Za tych, którzy już widzą tylko ciemność i nie mają siły iść dalej.

Bo czasem naprawdę niewiele możemy zrobić.

Ale modlitwą możemy bardzo wiele.

Wierzę, że nasza modlitwa porusza serce Boga.

Że kiedy wstawiamy się za innymi, to jest akt prawdziwego miłosierdzia.

Że taka modlitwa,  jest Bogu bardzo miła.

Może właśnie dlatego Bóg pozwala nam spotykać takich ludzi.

Nie po to, żebyśmy czuli się bezradni.

Ale po to, żebyśmy stali się dla nich mostem między ziemią a niebem.

A Ty…

czy modlisz się czasem za innych?

Nie tylko za rodzinę, za bliskich, za siebie.

Ale za obcych. Za tych, których nawet nie znasz.

Za człowieka, który stoi obok w kolejce.

Za kogoś, kto płacze w autobusie.

Za chorego, którego mijasz na korytarzu.

Może nie możesz zmienić jego życia.

Ale możesz zmienić jego chwilę.

Możesz poprosić Boga, żeby dotknął jego serca.

Czasem wystarczy jedno krótkie:

„Jezu, ulituj się nad nim”.

I to naprawdę ma znaczenie.Ja w to wierzę a Ty ? 


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “Chwila, którą można zmienić

  1. Też w to wierzę.💚 I choć sama nie umiem udźwignąć codzienności ,to spotykam osoby , które wydaje mi się,że jest im jeszcze trudniej. Mówię: Panie Ty wiesz, pomóż jej/ jemu…Amen. 💕

    1. A ja myślę, że jednak dźwigasz codzienność.
      Może czasem brakuje sił, może bywa bardzo trudno, ale każdego dnia ją niesiesz. To pokazuje, jak bardzo jesteś silna.
      Jesteś piękna i masz w sobie ogromną moc, bo cierpisz, ale nie jesteś w tym sama — jesteś w rękach Tego, który Jest. I nie myśl inaczej.
      A do tego jeszcze modlisz się za innych. Kobieto, spójrz na siebie łagodniejszym, życzliwszym okiem.
      Przytulam Cię i cieszę się, że tu jesteś. ❤️

Zostaw odpowiedź