Siedzę już w pociągu, który wiezie mnie na Manhattan.
Piątek. Jak ja się kurde cieszę! Dwa dni wolnego — yupi!
Ale zanim weekend na dobre się zacznie, wracam myślami do wczoraj…
Bo po raz kolejny zobaczyłam, jak bardzo Bóg się o mnie troszczy.
Rano, zaraz po przebudzeniu, oddałam Mu cały mój „majdan”:
rodzinę, siebie, dzień, pracę.
Wszystko, czym jestem i co posiadam. Wszystko Jemu.
Później, lecąc po południu do pracy, miałam swój czas na bycie z Nim.
Zawsze proszę, żeby był ze mną — i naprawdę widzę, jak działa w moim życiu.
Czasem bardzo zwyczajnie. A jednocześnie tak bardzo konkretnie.
Wczoraj było inaczej niż zwykle.
Wracając rano z roboty, zazwyczaj ogarniam wszystko, co się da, i lecę dalej.
Nie śpię.
Tym razem jednak moje ciało wyraźnie mówiło: połóż się, odpocznij.
Myślałam, że to niskie ciśnienie mnie usypia, ale nie.
Położyłam się. Zasnęłam.
I naprawdę odpoczęłam. Zregenerowałam siły.
Kilka godzin później, już w szpitalu, dostaję wiadomość:
mam pociągnąć jeszcze jeden oddział. Brak pracowników.
Na jedenaście pięter było nas dziesięć osób, a powinno być dwadzieścia sześć 🫣
Nie było łatwo — ale dałam radę.
I właśnie w tym wszystkim widzę palec Boży.
On wiedział, że będzie więcej pracy.
Wiedział, że będzie ciężko.
I wcześniej mnie na to przygotował, dając mi możliwość odpoczynku.
Niby tylko sen. Nic wielkiego.
A dla mnie to jasny znak:
„Jestem. Troszczę się o Ciebie. Nie zapominam. Idę z Tobą w każdej chwili Twojego życia.”
Czego mogę chcieć więcej?
Jestem pełna wdzięczności.
Dobrego dnia, kochani 🤍
Nie zapominajcie — On jest. On działa.
Wystarczy pozwolić Mu wejść w nasze życie.
Niech burzy i buduje po swojemu, bo On wie, czego nam potrzeba —
nawet jeśli czasem jest to po prostu popołudniowa drzemka.
A ja lecę dalej.
To już piątek — więc relaksujcie się
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.