Jeżu kolczasty! Po pięćdziesiątce to ja nie zamierzam znikać w beżach, szarościach i „bezpiecznych odcieniach smutku”. Chcę być jak te kolorowe babeczki z obrazków — żywa, barwna, naturalna i absolutnie nie do przeoczenia!
Nie będę beżowym dodatkiem do czyjegoś dnia ani szarą firanką, co ledwo wisi i tylko „jest”. Ja chcę być jak neon w deszczu. Jak brokat, który nie schodzi nawet po trzecim prysznicu. Jak pomarańczowy kapelusz na zebraniu osób, które kochają beż – i trudno, niech ich oślepia! Nie zamierzam stawać się tłem.
Dlaczego mam rezygnować z pomarańczowego kapelusza, różowych spodni czy zielonej apaszki? Czy ktoś kiedyś umarł od nadmiaru fuksji? Nie! Czy komuś od limonki popsuło się zdrowie? Wręcz przeciwnie – kolory to witamina na oczy i na duszę!
Sklepy internetowe? Meh. Tam króluje moda jak pogoda w listopadzie – nijaka i szukająca uzasadnienia. A ja chcę szafy, która wygląda jak galeria sztuki nowoczesnej po kawie z dopalaczem. Chcę wieszaków, które się śmieją, i półek, które tańczą sambę, gdy je otwieram!
A więc tak: będę ptakiem tropikalnym w świecie szarych wróbli. Chcę garderoby, która krzyczy: „Życie we mnie buzuje, proszę stąd się nie cofać!”.
Zielona apaszka? Proszę bardzo. Pomarańczowy sweter? Jeszcze jak. Różowe spodnie? Dawaj dwie pary, bo zdzieram od noszenia!
Bo wiecie co? Kolory nie pytają o wiek. One pytają tylko: Masz odwagę żyć pełną paletą? A ja mam i będę nią malować siebie jak obraz, który nigdy się nie kończy.
Jeżeli kiedyś zobaczysz gdzieś na ulicy barwnego flaminga w ludzkiej wersji — to będę ja. Po 50-tce nie zamierzam znikać. Ja będę fioletem, turkusem i żółcią na full. Bo życie jest za krótkie na nudne kolory. Życie jest jedno, więc będę świecić jak jarmark, jak dyskoteka, jak papuga w klubie jazzowym.
Niech inni będą wróblami. Ja wybieram bycie kolorowym ptakiem. Nie po to się starzejemy, żeby blaknąć. Po to się starzejemy, żeby świecić mądrzej — i barwniej.
Kto powiedział, że po 50-tce mamy stać w kącie i cicho dziergać skarpetki? Witaj, kolorowa przyszłości. Ja już idę!
Jeśli myślisz, że kolory „nie wypadają”, że „to nie ten wiek”, że „za późno na fuksję” — to pozwól, że Cię delikatnie, z miłością i energią zaskoczę: kolory nie pytają o PESEL. Kolory pytają o odwagę. Życie nie przychodzi z instrukcją, ale przychodzi z paletą barw. I jest tylko jedno głupie ograniczenie: to, które sami sobie wymyślimy.
Więc niezależnie czy masz 20, 50, 70 czy 103 lata i kota, pamiętaj: bądź wyraźny, bądź sobą, bądź kolorem w świecie filtrów. Bo świat potrzebuje mniej szarości, a więcej ludzi, którzy żyją jak święto. A jeśli ktoś zapyta, czemu tak się ubierasz, uśmiechnij się i powiedz: „Bo mam ochotę na życie!”.
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.