A jednak… ile razy gasimy własne światło?
Ile razy zamiast wdzięczności pojawia się wyrzut: „mogłam być lepsza”?
Ile razy nie wierzymy w to, że mamy w sobie dar, który Bóg chce rozwijać?
Alicja napisała mi w komentarzu:
„Zadaj sobie pytanie, czy to fałszywa pokora? Przecież to talent — rozwijaj go.”
Te słowa mnie zatrzymały.
Dały mi dużo do myślenia.
Bo ja naprawdę często tego nie czuję.
Nie widzę w sobie talentu, choć inni go widzą.
Nie wierzę w siebie, choć próbuję.
I wiem, że nie jestem sama.
Myślę, że wielu z nas tak ma — szczególnie my, kobiety.
Codziennie nosimy w sobie milion myśli, trosk i obowiązków.
Często dajemy z siebie wszystko, a mimo to wieczorem zasypiamy z poczuciem, że „mogłyśmy być lepsze”.
Lepszą mamą.
Lepszą żoną.
Lepszym człowiekiem.
I wtedy zamiast wdzięczności pojawia się biczowanie.
Zamiast pokoju — wyrzuty sumienia.
Zamiast światła — ciemność.
Czym właściwie jest pokora?
Niektórzy myślą, że to zgoda na bycie „mniej”.
Że pokora to ciche siedzenie w kącie i rezygnacja z siebie.
Ale to nieprawda.
Pokora to życie w prawdzie o sobie.
To świadomość, że wszystko, co mam — jest darem.
To wdzięczność, nie wstyd.
To zgoda na to, kim jestem: ze słabościami, ale i z pięknem, które Bóg we mnie złożył.
Pokora to nie „jestem niczym” —
pokora to „jestem Jego dzieckiem i chcę żyć prawdą”.
Pokora jest piękna, kiedy rodzi się z miłości.
Ale jest też taka pokora, która potrafi kłamać.
Nie mówi: „Bądź wdzięczna za dar”, tylko: „Nie masz się z czego cieszyć.”
Nie mówi: „To Bóg ci dał”, tylko: „Nie zasługujesz.”
To nie jest pokora.
To rana.
Echo słów, które kiedyś nas zraniły, a które wciąż brzmią w sercu:
„Nie jesteś wystarczająca.”
„Zawsze coś zepsujesz.”
„Po co się wychylasz.”
I tak uczymy się gasić własne światło.
A przecież prawdziwa pokora nie gasi światła — ona je oczyszcza, żeby świeciło z serca, a nie z pychy.
Bóg nie chce, byśmy się chowali.
On pragnie, żebyśmy świecili Jego światłem — z pokorą, ale też z radością, wdzięcznością i odwagą.
Alicja miała rację.
Nie chodzi tylko o talent.
Chodzi o obraz siebie.
Bo dopóki patrzę na siebie przez pryzmat swoich braków, nie zobaczę daru, który Bóg złożył w moim wnętrzu.
Dopóki wierzę, że „nie jestem dość dobra”, nie uwierzę, że to, co robię, ma wartość.
To właśnie to miejsce w nas potrzebuje uzdrowienia —
nie kręgosłup, nie nerki, nie oczy,
ale poczucie własnej wartości.
Bo jak mam kochać innych, jeśli nie potrafię pokochać siebie tak, jak patrzy na mnie Bóg?
Jak mam budować relacje, jeśli w środku jestem w rozsypce?
Jak mam wierzyć w cud, jeśli nie wierzę, że jestem warta miłości?
Od jednej szczerej modlitwy wszystko się zaczyna .
Nie trzeba mieć siły, pięknych słów ani wielkiej wiary.
Wystarczy szept:
„Jezu, wejdź w to wszystko, co trudne.
Ty wiesz, co boli.”
I On przychodzi.
Do ciemności, do wstydu, do miejsc, o których nie mówimy nikomu.
Nie z wyrzutem, tylko z miłością.
Rozlewa pokój tam, gdzie był lęk.
Zamiast potępienia daje czułość.
Zamiast porażki — nadzieję.
Wielu z nas myśli, że Msza Święta z modlitwą o uzdrowienie to czas, gdy Bóg leczy ciało — ręce, nogi, oczy, serce.
Ale Jezus uzdrawia więcej.
On uzdrawia relacje — z mężem, z dzieckiem, z rodzicami.
On leczy rany duszy, które nosimy od lat.
Uśmierza smutek po stracie, której nikt nie rozumie.
Dotyka miejsc, gdzie już nie ma sił, wiary, nadziei.
On może uzdrowić wszystko:
twój brak wiary w siebie,
twoją niską samoocenę,
twoje poczucie bycia niewystarczającą.
Ale trzeba zrobić jeden krok.
Pozwolić Mu działać.
Oddać to, co chore, to, co boli, to, co ciągle wraca w myślach.
A On zrobi swoje.
Czasem uzdrowi.
Czasem po prostu pomoże nieść krzyż — ale już nie w samotności.
Bo On zawsze idzie z nami.
Dlatego idę w sobotę na Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie na Manhattanie.
Nie po cud dla ciała, ale po uzdrowienie duszy.
Oddam Mu to, o czym napisała do mnie Alicja — mój zraniony obraz siebie, brak wiary, niskie poczucie wartości.
Bo wiem, że tylko On może przywrócić mi prawdziwe spojrzenie —
to, które widzi wartość tam, gdzie ja widzę słabość.
Jeśli chcesz — przyjdź ze mną.
Stań obok, tak po prostu.
Nie musisz nic mówić.
Nie musisz mieć planu.
Wystarczy, że pozwolisz Jezusowi wejść w to, co trudne.
Zaproszenie dla każdego, kto czyta
Sobota, 25 października 2025
6:30 – Modlitwa Różańcowa
7:00 – Msza Święta
8:00–8:15 – Uwielbienie
8:15 – Konferencja
9:00 – Modlitwa wstawiennicza
St. Stanislaus RC Church, 101 E 7th Street, New York, NY 10009
Spotkanie poprowadzi o. Rafał Walczyk, paulin
Nie mów „kiedyś”.
Nie czekaj na lepszy moment.
To może być właśnie twój moment uzdrowienia.
Bo On uzdrawia nie tylko ciało, ale całego człowieka.
Tam, gdzie kończy się twoja moc — zaczyna się Jego działanie.
Może dziś to Ty potrzebujesz tych słów.
Może też patrzysz w lustro i widzisz tylko swoje braki.
Pozwól Bogu spojrzeć na siebie Jego oczami — z miłością, z czułością, z prawdą.
Bo prawdziwa pokora nie gasi światła —
ona pozwala mu świecić pełnią blasku.
„Pokora to nie umniejszanie siebie.
Pokora to pozwolenie Bogu, by pokazał, kim naprawdę jesteś.”
Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.