Czasami mam wrażenie, że jakaś część mojego życia po prostu wyparowała z pamięci. Nie pamiętam, jak moje starsze dzieci miały po pięć lat. Nie umiem przywołać tamtych obrazów, tych drobnych chwil, które przecież były tak ważne. A teraz, patrząc na Tymka, czuję, jakbym odkrywała zupełnie nowy świat. Staram się zapamiętać każdy detal, każdy gest, każde słowo, bo wiem, że to wszystko jest wyjątkowe i już nigdy się nie powtórzy. Tymek jest jak mały magnes – zabawny, sprytny, radosny, a jednocześnie taki malutki i kruchy. Całym sobą potrafi przyciągnąć uwagę i skraść serca. Wystarczy jedna mina, jedno spojrzenie i już nie ma odwrotu – wszyscy w domu są jego.

Poranki z nim to osobny serial. – „Tymon, wstawaj!” – wołam codziennie. – „Ale ja już muszę wstać? Poczekaj chwilę, muszę się jeszcze rozciągnąć…” – odpowiada, wyginając się jak kot w każdą stronę. Jego oczy? Jakby przyklejone na super glue – nie ma szans, żeby otworzył je od razu. Ale walczy. Dziesięć minut później, przeciągając się jak leniwiec, wreszcie wstaje. A ja tylko patrzę i się uśmiecham, bo wiem, że to jego rytuał, bez którego dzień nie może się zacząć.

W szkole chłonie wiedzę jak gąbka. Wraca i zasypuje nas opowieściami: – „Mama, wiesz co pani powiedziała?” I tu następuje wywód tak szczegółowy, że czasem zastanawiam się, czy on przypadkiem nie ma w głowie ukrytego USB albo jakiejś taśmy, którą potem odtwarza. Serio, pamięta każdy detal! A kiedy prosi, żeby mu włączyć na YouTube Kids program z matematyką, w którym kwadraty rozmawiają, mnożą się i dzielą, siedzę z kawą w ręku i myślę: „Czy ja dobrze widzę? Pięciolatek i takie zainteresowania?!”. A on z pasją układa liczby, rozwiązuje równania i tłumaczy mi wszystko tak, jakby robił to od zawsze.

Muzyka to jego kolejna miłość. Potrafi włączyć klasykę i relaksować się przy niej jak dorosły. Patrzę na niego wtedy i myślę: „Skąd on to ma?”. A potem przychodzi dzień, kiedy pani w szkole puszcza dzieciom „Chicken dance”. Wraca z parku, intonuje mi melodię i pokazuje ruchy, a ja nagle uświadamiam sobie, że to przecież nasze polskie kaczuszki! 😂 Wracamy do domu, on włącza to na YouTube Kids, a ja… tak, przyznaję się – tańczę razem z nim. I wiecie co? To samo robiłam, mając pięć lat. Historia zatoczyła koło.

Tymek codziennie mnie zaskakuje. Tworzy choreografie, tańczy balet, maluje obrazy, które potem omawia jak prawdziwy artysta: – „Mamo, widzisz tutaj? To jest słońce, a obok dom, ale nie zwykły, tylko taki zaczarowany…” I ja siedzę i podziwiam – pięć lat, a taka wyobraźnia i taka wszechstronność! Najbardziej jednak uwielbiam jego mądrość w codzienności. Potrafi tak dojrzale mówić, a jednocześnie wciąż jest moim małym misiem do przytulania i całowania. W jednej chwili poważny, w drugiej tańczy jak szalony, rozśmieszając całą rodzinę.

I tu dochodzimy do mojego dylematu: na co go zapisać? Zainteresowań ma całą gamę, głowa pełna pomysłów, a ja… no cóż… przyznaję się bez bicia – nie chce mi się spędzać dwóch godzin w pociągu na dojazdy. Trochę się zrobiłam leniwa. Ale może to wcale nie jest najważniejsze. Najważniejsze, że codziennie mogę patrzeć, jak rośnie, dojrzewa i odkrywa świat na swój własny sposób. Że mogę być obok, gdy tworzy swoje historie i zaskakuje mnie czymś nowym. A ja – z kubkiem kawy w dłoni – uśmiecham się i myślę: „Jak to możliwe, że mam aż takie szczęście, że ten mały człowieczek jest mój?”


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź