Wiecie kochani, dziś moje serce jest przepełnione wdzięcznością. Taką prawdziwą, głęboką wdzięcznością, której nie da się opisać kilkoma słowami. Dziś moja córka odbiera dyplom ukończenia studiów. Kiedy siedzę przez chwilę z poranną kawą i patrzę na ten dzień, myślami wracam do początku tej drogi.

Pamiętam, jak zastanawiała się nad wyborem szkoły, kierunku, miejsca. Tyle pytań, tyle niewiadomych. Ostatecznie zdecydowała zostać tutaj, w New York . W mieście, które nazywają metropolią świata. Mieście, do którego przyjeżdżają ludzie z całego świata, aby się uczyć, rozwijać i spełniać swoje marzenia. Ona również wybrała swoją drogę i postanowiła zawalczyć o swoją przyszłość.

A potem przyszła codzienność. Cztery lata ciężkiej pracy. Wczesne pobudki, wykłady, nauka do późnych godzin, egzaminy, projekty, obowiązki, a pomiędzy tym wszystkim jeszcze praca. Nie było łatwo. Były chwile zmęczenia, zwątpienia, łzy i pytania, czy da radę. Ale moje dzieci od zawsze wiedzą, że nic wartościowego nie przychodzi bez wysiłku. Wiedzą, że nauka, wytrwałość i poświęcenie są inwestycją w przyszłość.

Jednak dziś, patrząc na ten dyplom, wiem, że nie tylko ciężka praca doprowadziła ją do tego miejsca. W tym wszystkim był On. Jezus.

Wiecie, ile razy klękałam do modlitwy prosząc Go, aby dał jej siłę? Ile razy prosiłam, by Duch Święty otworzył jej umysł, pomógł zrozumieć trudny materiał, postawił na jej drodze właściwych ludzi i chronił ją każdego dnia? Ile razy pisałam do wspólnoty z prośbą o modlitwę przed egzaminem, ważnym testem czy trudną życiową decyzją?

I za każdym razem Bóg odpowiadał. Nie zawsze tak, jak sobie wyobrażałam. Nie zawsze od razu. Ale zawsze był obecny.

Bywały momenty, kiedy życie wydawało się zbyt ciężkie. Kiedy problemy przygniatały, a strach próbował zagłuszyć nadzieję. Wtedy jeszcze mocniej trzymałam się Jego stóp. Jeszcze bardziej ufałam. I wiecie co? Nigdy mnie nie zawiódł. Ani mnie, ani mojego dziecka.

Dzisiaj idę na uroczystość zakończenia studiów z ogromną dumą, ale przede wszystkim z wdzięcznością. Bo widzę nie tylko sukces mojej córki. Widzę drogę, którą razem z Bogiem przeszła przez te cztery lata. Widzę wszystkie modlitwy, które zostały wysłuchane. Widzę Jego obecność w chwilach radości i w chwilach trudnych.

Wiktorio, możesz być z siebie dumna. Z pracy, którą wykonałaś. Z wytrwałości, której nauczyło Cię życie. Z odwagi, z jaką szłaś do przodu mimo przeszkód. Ale najbardziej jestem dumna z tego, że zaufałaś Bogu i pozwoliłaś Mu prowadzić się przez ten ważny etap życia.

Nie mamy wielkiej imprezy. Nie ma setek balonów, fajerwerków ani wystawnego przyjęcia. I wiecie co? Wcale tego nie potrzebujemy. Nasze świętowanie będzie miało zupełnie inny wymiar.

W niedzielę pójdziemy razem za Jezusem podczas procesji Bożego Ciała. Będziemy dziękować Mu za ukończenie studiów przez Wiktorię, za wszystkie otrzymane łaski, za ludzi postawionych na naszej drodze i za Jego nieustanną obecność. Bo to właśnie On był sprawcą tego wszystkiego.

Dzisiaj, jako matka czwórki dzieci, mogę powiedzieć jedno  jestem dumna z każdego z nich. Każde wybrało swoją własną drogę. Każde jest inne. Każde ma swoje marzenia, talenty i powołanie. Ale największą radość daje mi świadomość, że na każdej z tych dróg idzie z nimi Jezus.

Jeżeli czytasz ten wpis i przechodzisz przez trudny czas, może stoisz przed ważną decyzją, może martwisz się o swoje dzieci albo o swoją przyszłość, chcę Ci powiedzieć jedno zaufaj Mu. Naprawdę. Oddaj Mu swoje lęki, swoje plany, swoje troski. Idź z Nim na spacer. Porozmawiaj z Nim jak z najlepszym przyjacielem. Powiedz Mu wszystko.

On nie obiecał, że będzie łatwo. Ale obiecał, że będzie z nami. A kiedy On jest obok, nawet najtrudniejsza droga prowadzi do pięknych miejsc.

A ja lecę dalej świętować ten wyjątkowy dzień. Serce mam pełne radości, wdzięczności i pokoju.

Dobrego dnia kochani.


Odkryj więcej z Jola na pełnych obrotach

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 uwagi do wpisu “🎓 Dyplom w dłoni, wdzięczność w sercu ❤️

Zostaw odpowiedź